Sarah Jio "Marcowe fiołki"



Autor: Sarah Jio
Tytuł: "Marcowe fiołki"
Tytuł oryginału: "The Violets of March"
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 298




Według mnie okładka
 amerykańskiego wydania jest
o wiele ładniejsza niż polska;)
Emily po rozstaniu z mężem wyjeżdża na wyspę Bainbrigde w odwiedziny do dawno nie widzianej ciotki Bee. Ma nadzieję, że w miejscu pełnym wspomnień o beztrosko spędzanych wakacjach szybko dojdzie do siebie. Jednak krótko po przyjeździe wydarza się coś dziwnego. W swojej sypialni Emily znajduje stary pamiętnik - opowieść kobiety o imieniu Esther, która mieszkała kiedyś na wyspie. Zaciekawiona Emily próbuje dowiedzieć się więcej o całej historii, jednak wszystkie jej pytania pozostają bez odpowiedzi. Dodatkowo w jej życie wkracza dwóch mężczyzn - przystojny malarz Jack (którego ciotka radzi jej unikać) i dawna sympatia Greg. A Emily nie wyleczyła się jeszcze do końca ze zdrady męża...
Jak zakończy się ta historia? Czy marzec okaże się przełomowym miesiącem w życiu Emily? I co wspólnego z tym wszystkim mają fiołki?

"Marcowe fiołki" zostały uznane przez "Library Journal"* za jedną z najlepszych książek 2011 roku w kategorii "Women's fiction". To informacje znalezione przeze mnie w internecie, na stronach autorki i czasopisma. Porównajmy je z wiadomością na okładce: "Najlepsza książka 2011 roku według Library's Journal". Nie dość, że błąd w tytule gazety, to jeszcze nowina nieco wprowadzająca w błąd. Ach, ci spece od marketingu...

Jeżeli potraktujemy "Marcowe fiołki" jak typową powieść kobiecą, lekką lekturę na poprawę humoru, nie zawiedziemy się. Jeśli jednak podejdziemy do sprawy zbyt poważnie...no cóż. W tym przypadku uznamy, że cała historia jest trochę niewiarygodna, że za dużo w niej zbiegów okoliczności. 
Największy zarzut z mojej strony? Gdybym to ja znalazła tajemniczy pamiętnik mający prawdopodobnie związek z moją rodziną, nie dawkowałabym sobie lektury, jak to robiła Emily. Rozumiem, często była zmęczona lub nie miała czasu. Jednak chyba większość osób postarałoby się przeczytać całość jak najszybciej i wtedy dochodzić do prawdy. Jeszcze jedno pytanie (do osób, które już przeczytały) : w jaki sposób Jack wszedł w posiadanie pierścionka zaręczynowego? Przecież został on wrzucony do kanału jakieś 60 lat wcześniej...

Przyznaję, powieść nie spełniła moich oczekiwań (może dlatego tak narzekam;). Nie ukrywam jednak, że jeśli podejdzie się do niej z dystansem, będzie to całkiem przyjemna lektura. Wybór - przeczytać czy nie - pozostawiam Wam. 

Moja ocena: 4/6

* Znane czasopismo dla bibliotekarzy wydawane w USA, założone w 1876 r. przez Melvila Dewey'a - twórcę Klasyfikacji Dziesiętnej Dewey'a (ktoś kojarzy?)
__________________
Źródła zdjęć: http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/125000/125256/155x220.jpg
http://www.sarahjio.com/wp-content/uploads/2009/05/final-cover-small.jpg
http://media-cache-ec3.pinterest.com/736x/c7/3a/23/c73a23999e1ad97d7e3934cb75fd96ca.jpg

24 komentarze:

  1. Tak, zawsze podrasują pewne informacje w taki sposób, by jak najbardziej promowały książkę. Trochę to wkurza, pokazuje, że dla wydawcy liczą się głównie nasze pieniądze, a jak już zapłacimy, to nic nich nie obchodzi czy książka się spodoba czy nie.
    Okładka oryginalna ładniejsza, trochę nie rozumiej tego maniakalnego ozdabiania okładek twarzami kobiet/mężczyzn ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dlatego polecam korzystanie z biblioteki - to zdecydowanie tańsze. I gwarantuje, że będę miała w przyszłości gdzie pracować;)

      Usuń
  2. A mi ,,Marcowe fiołki" bardzo się podobały:) Jednak nie potrafię Ci odpowiedzieć na pytanie, jak Jack zdobył ten pierścionek. Czytałam ją jakiś czas temu i nie pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To było raczej pytanie retoryczne - wydaje mi się, że ta kwestia nie została w książce wyjaśniona. Ale miło słyszeć, że powieść Ci się podobała - przynajmniej nie masz poczucia straconego czasu przeznaczonego na lekturę;)

      Usuń
  3. Amerykańskie wydanie jest ładniejsze - często twarze na okładkach wypadają bardzo banalnie i bezuczuciowo, jak na tym polskim wydaniu. A szkoda.
    Takie motywy lubię w filmach - ktoś odnajduje takie skromne relikty przeszłości i rozpoczyna się ciekawa fabuła. Jednak trudno o pozbycie się schematyczności.
    Ta wzmianka chwalipięty, jak to lubię nazywać, to jeszcze nic - ja czytałam książkę, której nota wydawnicza zawierała informacje z fabuły z ok. 280 strony, a cała powieść miała ok. 350. Pogratulować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko potwierdza opinię, że nie należy czytać not wydawniczych;) Ja czytałam książkę, w której na okładce streszczono właściwie cała fabułę. Coś strasznego.

      Usuń
  4. Słyszałam o tej książce, choć sama nie miałam przyjemności z nią obcować. Szkoda, że cię rozczarowała, ale czasami tka bywa. Ja na razie mam na oku inne pozycje, więc teraz jednak spasuje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie te twarze na okładkach mają chyba sprawić, że "niezorientowany" w temacie czytelnik uzna książkę za coś bardzo podobnego do filmu. Mnie natomiast bardziej irytuje zmienianie informacji na książce.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem uczulona na takie marketingowe chwyty i staram się im nie ulegać, ale oczywistym jest, że takie 'okładkowe newsy' czy chcemy tego czy nie jakoś tam do podświadomości się nam wkradają.

    Myślę, że gdybym szukała lekkiej lektury na wieczór być może bym sięgnęła po tę pozycję. Narazie jednak w planach mam sporo innych książek więc do tej -może- kiedyś wrócę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda, że polska okładka nie jest taka sama jak zagraniczna, tamta zdecydowanie bardziej mi się podoba. Jeśli zaś chodzi o samą fabułę, to chyba nic niezwykłego i nowatorskiego w nie nie ma, więc raczej nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Polska okładka dość mocno przeciętna, żeby nie powiedzieć kiepska. A spece od marketingu cuda na okładkach wypisują, stąd potem o wiele bardziej negatywne recenzje niż by były, gdybyśmy nie nastawiali się na nie wiadomo jak dobrą lekturę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja. Od tej pory będę podchodzić do informacji na okładkach z jeszcze większym sceptycyzmem...

      Usuń
  9. Aj, a już się prawie napaliłam na ten tytuł (spowodowało to magiczne hasło "stary pamiętnik"). A zagraniczna okładka faktycznie lepsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ możesz przeczytać, pewnie tylko ja tak marudzę...;) W każdym razie fragmenty z tego pamiętnika (przytaczane w książce) są o wiele lepsze niż te opisujące wydarzenia dotyczące głównej bohaterki.

      Usuń
  10. Hm.. kiedyś czytałam coś podobnego" bohaterka znajduje stary pamiętnik itd. Co do tej książki to może kiedyś przeczytam, jak wpadnie mi w ręce, ale na coś extra nie będę się nastawiać.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zazwyczaj lubię takie lekkie lektury, jednak do tej książki jakoś mnie nie ciągnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. jakoś nic mnie do tej ksiażki nie przyciąga, ale czasami lubię takie niewymagające historie, więc może kiedyś się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń

  13. To ja tym razem podziękuję. Myślę, że nie spełniłaby moich oczekiwań:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mnie książka oczarowała. Przeniosłam się z bohaterami w piękne, urokliwe miejsce. Nie żałuję czasu na nią przeznaczonego.

    OdpowiedzUsuń
  15. A m się wydaje, że ta akurat nie jest w moim guście :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mnie się książka podobała. Nie analizowałam systemu czytania Emily, jakoś w ogóle nie przyszło mi to do głowy, a Jack pierścionek (żeby nie spojlerować) mógł dostać od od głównego bohatera dramatu :-) Nie wiem, od takich powieści nie oczekuję reporterskiej dokładności, ma mnie po prostu odstresować, tej książce to się udało, mimo że swoje wady ma.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger