1/12/2015 01:30:00 AM

Ponure Poniedziałki: Mikołaj Gogol "Wij"

Ponure Poniedziałki: Mikołaj Gogol "Wij"
Tekst można znaleźć w zbiorze "Opowiadania" /Mikołaj Gogol/, (Czytelnik, 1984 r.)


Wszystko zaczyna się niepozornie. Autor opisuje życie seminarzystów kijowskich (teologów, filozofów, retorów...). Robi to ze swadą i z humorem, w naprawdę interesujący sposób. Można sobie tylko zadać pytanie: gdzie tu groza? I gdzie ten wij, cokolwiek to jest?
W dalszej części opowiadania natrafiamy na opis wędrówki trzech seminarzystów po kraju. Są wakacje, a oni udają się do domu lub szukają pracy. Pewnego razu zabłądzili i w środku nocy znaleźli się sami w szczerym polu. Już powoli (choć niechętnie) godzili się z wizją noclegu w takich warunkach, kiedy ich oczom ukazały się światła. Czyżby chutor? Tak trafili do domu należącego do bardzo dziwnej i nieprzyjemnej staruszki. Staruszki, która szybko okazała się wiedźmą.
W kolejnej odsłonie tekstu jeden z bohaterów opisanej powyżej przygody, filozof Choma, otrzymuje niezwykłą ofertę: ma przez trzy noce modlić się nad ciałem córki pewnego gospodarza, za co zostanie sowicie wynagrodzony. Sprawa jest o tyle dziwna, że umierająca dziewczyna sama wyznaczyła go do tej roli, ale nikt z jej otoczenia nie zna Chomy. Sam filozof też nie ma pojęcia, kim była zmarła. Jednak wszystko się szybko wyjaśni a w dodatku okaże się, że cała sprawa ma związek z wydarzeniami opisywanymi na początku. A gdzie ten wij, zapytacie? Ano pojawi się, na samym końcu...

Pavel Orinyansky - ilustracja do "Wija"
Mikołaja Gogola chyba nie trzeba przedstawiać? Autor na początku opowiadania umieścił dopisek, że jest ono wiernym odtworzeniem klechdy ludowej, którą kiedyś usłyszał. I rzeczywiście, "Wij" zawiera wiele elementów charakterystycznych dla tego rodzaju opowieści. Na podobne motywy trafiałam już wcześniej. Chociaż z postacią wija - dziwnego gnoma z powiekami sięgającymi do ziemi -spotkałam się chyba po raz pierwszy. Za to wiedźma wysysająca krew niewinnych ludzi od razu powinna budzić skojarzenia z wampirami, od dawna obecnymi w wierzeniach ludowych.

Tekst jasno i wyraźnie pokazuje, co może się zdarzyć kiedy zadrzesz z wiedźmą. I kiedy przestraszysz się za bardzo.
Nie wszystkim spodoba się natomiast sama forma opowiadania. Pewne dłużyzny i być może zbędne opisy, jakkolwiek bardzo dobrze skonstruowane, mogą znudzić żądnego wrażeń czytelnika. Za to wszyscy powinni docenić humor, z jakim opisane są poszczególne wydarzenia. Nawet samo zakończenie - dosyć tragiczne - zostało przedstawione w groteskowy sposób.

Muszę przyznać, że jedna scena niezwykle podziałała na moją wyobraźnię: fragment, w którym główny bohater czuwał w cerkwi przy ciele zmarłej. Pusta, zaniedbana świątynia, oświetlona gdzieniegdzie świeczkami. Noc. I trumna. Z której ktoś zaczyna się podnosić... To było naprawdę dobre!

Wij pojawił się, jak już wspominałam, na końcu i odegrał kluczową rolę w całej historii. Jednak w porównaniu do wcześniejszych scen, nie wywarł na mnie żadnego wrażenia. A przecież miał być głównym strachem opowiadania...

Jeśli macie ochotę na opowieść ludową z lekkim dreszczykiem, sięgnijcie po "Wija". Pomimo pewnych cech tego opowiadania, które można uznać (choć niekoniecznie) za wady, warto. Takiego klimatu nie znajdziecie we współczesnych lekturach.


Zwiastun nowego filmu na podstawie opowiadania (poprzedni nakręcono w 1967 roku). Oczywiście twórcy dosyć luźno inspirowali się tekstem Gogola;) Ale zapowiada się interesująco.


Moja ocena: 4,5/6


Opowiadanie przeczytane również w ramach wyzwania "Groza z zamierzchłych czasów", w którym mogę brać udział dzięki uprzejmości Dominika, chociaż nie do końca spełniam wymagania;) Dziękuję!



TynipicTynipicTynipic
___________________
Źródło zdjęcia: http://www.pinterest.com/pin/418412621604531669/

1/09/2015 01:30:00 AM

Zygmunt Miłoszewski "Domofon"

Zygmunt Miłoszewski "Domofon"



Autor: Zygmunt Miłoszewski
Tytuł: "Domofon"
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2005
Liczba stron: 301




"Później, kiedy wszystko dobiegło końca, policja, biegli psychiatrzy i dziennikarze uznali wydarzenia, które miały miejsce w naszym domu, za wynik zbiorowej histerii. Czym była spowodowana - nigdy nie wyjaśniono. Z tego, co mi wiadomo, nawet nie próbowano."
Czy podejrzewalibyście, że przeprowadzka ze wsi do dużego miasta - konkretnie do bloku na warszawskim Bródnie - może być początkiem najgorszego koszmaru w waszym życiu? Darujcie sobie teksty o wadach wielkiej płyty, chuliganach niszczących mienie publiczne i o anonimowości. To tylko drobne problemy. 
Agnieszka i Robert, młode małżeństwo, właśnie zamieszkali w Warszawie. Nowy rozdział w ich życiu nie zaczął się jednak dobrze. Nie mogli nawet spokojnie wnieść swoich rzeczy do nowego domu - zostali zatrzymani przez makabryczny wypadek, który właśnie miał miejsce na klatce schodowej. Pech... zwłaszcza dla mężczyzny, ich (niedoszłego) sąsiada, który skończył bez głowy. A później było już tylko gorzej. Koszmary, dziwne zachowania bliskich osób i blok, który nie chce wypuścić swoich mieszkańców. Dlaczego nikt nie może wyjść? Skąd się biorą złe sny nękające bohaterów? I co mogą oni zrobić, żeby przeżyć?

Preface illustration - Dragan Bibin
Jestem pod wrażeniem. Szczerze napiszę, że spodziewałam się czegoś gorszego. Tymczasem Zygmunt Miłoszewski zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Już sam pomysł był trochę niecodzienny. Wprawdzie nawiedzony dom to stary i dobrze znany motyw, ale... słyszeliście kiedyś o nawiedzonym bloku? Interesująca modyfikacja ogranego tematu.
Akcja została bardzo sprawnie poprowadzona. Autor trochę straszył, trochę śmieszył (ironia, czarny humor) i w konsekwencji otrzymaliśmy powieść, przy której nie można się nudzić. Polubiłam też głównych bohaterów: Agnieszkę (choć ją akurat najmniej), Wiktora i Kamila - czyli najbardziej zaangażowanych w walkę z ciemnymi (dosłownie) mocami mieszkańców budynku. Umieszczenie akcji właśnie w bloku było też dobrym pretekstem do przedstawienia, chociażby pokrótce, całej galerii różnych postaci. Wprawdzie inni lokatorzy są dosyć stereotypowi, jednak na tyle wyraziści, żeby pozostać dla czytelnika interesujący i zapaść mu w pamięć. Chociaż na chwilę.

Wyjaśnienie całej zagadki okazało się mało oryginalne. Ale to nie zarzut. Ucieszyłam się, że Zygmunt Miłoszewski dostosował do swoich potrzeb kolejny znany z horrorów motyw. Btw, cytat ze "Lśnienia" umieszczony na początku książki i nawiązanie do "Mistrza i Małgorzaty" rozpoczynające pierwszy rozdział również wywołały mój uśmiech.

Szkoda, że pan Miłoszewski nie napisał więcej horrorów;) "Domofon" to dobrze skonstruowana powieść, w której można znaleźć sympatycznych (ale i denerwujących) bohaterów, znane wątki przedstawione w nowy sposób, nawiązania do innych dzieł literackich czy utworów muzycznych ("Fear of the dark", anyone?), humor oraz - oczywiście - grozę. Tak, wyjaśnienie zagadki mogło być straszniejsze, bardziej logiczne. Tak, zakończenie mogło być jeszcze mocniejsze. Ale nie chcę szukać wad tej powieści na siłę, bo po prostu mi się podobała!

Moja ocena: 5/6

Książka przeczytana w ramach wyzwania Modern Terror


TynipicTynipicTynipic
______________
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/195843/domofon
2. http://kulturawplot.pl/2014/10/27/przerazajace-obrazki/

1/07/2015 01:30:00 AM

Camilla Lackberg "Księżniczka z lodu"

Camilla Lackberg "Księżniczka z lodu"



Autor: Camilla Lackberg
Tytuł: "Księżniczka z lodu"
Tytuł oryginału: "Isprinsessan"
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 424



"Dom był pusty, opuszczony. Ze wszystkich kątów wiało chłodem. W wannie utworzyła się cienka warstewka lodu. Ciało nabierało sinawej barwy.
Przywodziła mu na myśl księżniczkę. Księżniczkę z lodu."
Erika, na stałe mieszkająca w Sztokholmie, przyjeżdża do Fjallbaki. Musi uporządkować swój rodzinny dom. Ciężko jej to idzie, tak samo jak pisanie kolejnej książki. Jakby tego było mało, to właśnie Erika jest osobą, która znajduje ciało Alex - swojej przyjaciółki z dzieciństwa. Wygląda na to, że kobieta popełniła samobójstwo. Chociaż jej rodzice są przekonani, że to było morderstwo. I rzeczywiście. Szybko zostaje wszczęte w tej sprawie śledztwo. Życie i śmierć Alex badają jednak nie tylko policjanci, ale i sama Erika.

Skandynawski kryminał, ale z gatunku tych "lżejszych". Jest zbrodnia, są tajemnice z przeszłości... a jednak to warstwa obyczajowa często wysuwa się na pierwszy plan. Życie osobiste Eriki, jej rozwijający się romans z jednym z policjantów, problemy małżeńskie jej siostry Anny - te kwestie często zajmują więcej miejsca, niż dywagacje na temat mordercy. I nie jest to złe, jeżeli ktoś oczekuje dokładnie takiej konstrukcji powieści.

Podoba mi się styl pisania Camilli Lackberg (chociaż mogłaby unikać powtórzeń - na to jestem wyczulona). Doceniam też poczucie humoru autorki.
Jednak na przykład Patrick (obiekt uczuć Eriki) wydaje się być po prostu za dobry. Facet idealny - może oprócz tego, że chwilami jest kompletną fajtłapą;) I jeszcze wątek (na szczęście poboczny) dotyczący staruszka, który chce zostawić swoją żonę-megierę. Przyznaję, to było śmieszne. Ale nie bardzo pasowało mi do całości.
Za to opis wizyty u pani Petren - uroczej staruszki posiadającej ogromną kolekcję mikołajów (dokładnie 1442 sztuki) oraz częstującej zdumionego policjanta pyszną kawą i ciastkami, wywołał mój szczery uśmiech.

Jeśli chodzi o samo śledztwo, mam jeden poważny zarzut. Dlaczego policjanci sprawdzili z kim rozmawiała przez telefon ofiara krótko przed śmiercią, ale nikt nie zainteresował się ostatnim wybieranym przez nią numerem? Bo ktoś nie odebrał telefonu, więc automatycznie jego osobę "wykreślono" ze sprawy? Czy nie jest istotne, z kim jeszcze Alex chciała porozmawiać tego wieczoru? Ogromne niedopatrzenie.

Podsumowując: czytało się przyjemnie, choć nie był to szczególnie mroczny czy ambitny kryminał. W ramach relaksującej lektury sprawdził się za to znakomicie. Myślę, że prędzej czy później sięgnę po kolejne części. Głównie ze względu na poczucie humoru autorki.

Moja ocena: 4/6

TynipicTynipicTynipic
________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/23098/ksiezniczka-z-lodu
2. unsplash.com
Copyright © 2016 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger