Stieg Larsson "Dziewczyna, która igrała z ogniem"




Autor: Stieg Larsson
Tytuł: "Dziewczyna, która igrała z ogniem"
Tytuł oryginału: "Flickan som lekte med elden"
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 699



"Dziewczyna, która igrała z ogniem" to druga część trylogii Millenium. Tym razem autor skupił się na postaci Lisbeth Salander - to właśnie ona jest główną bohaterką powieści. Lisbeth zostaje oskarżona o popełnienie morderstwa i musi się ukrywać przed policją. Dzięki upublicznieniu informacji o jej pobycie w szpitalu psychiatrycznym oraz ubezwłasnowolnieniu, mediom szybko udaje się przekonać społeczeństwo że dziewczyna jest niebezpieczną psychopatką. W jej niewinność wierzy chyba tylko Mikael Blomkvist, który postanawia przeprowadzić własne śledztwo.
"Był dobry w rozwiązywaniu zagadek, a jego upór graniczył z manią. Tego dowiedziała się w Hedestad. Gdy zabierał się do czegoś, nie odpuszczał aż do końca. Prawdziwy naiwniak." /s. 449/ 
Nie wiem, w jaki sposób Stiegowi Larssonowi udało się stworzyć powieść liczącą prawie 700 stron, która ani przez chwilę nie nudzi czytelnika. I którą czyta się szybciej, niż książki o połowę krótsze.
Ogromnym atutem tej powieści jest postać głównej bohaterki. Lisbeth jest niezależna, niesamowicie inteligentna, ogromnie uparta, niechętna do mówienia o swojej przeszłości i bardzo niekonwencjonalna w kontaktach z ludźmi. Ten opis nie jest oczywiście wystarczający, żeby oddać złożoność charakteru Salander. O ile w pierwszym tomie Millenium Lisbeth nieco mnie irytowała, teraz to uczucie zniknęło. Może dlatego, że przyzwyczaiłam się do jej oryginalnego zachowania? A może dlatego, że lepiej poznałam jej przeszłość, co częściowo wyjaśniło jej postępowanie?
"Lisbeth Salander to kobieta, która nienawidzi mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet" /s. 647/
Oczywiście drugi tom Millenium to nie tylko Lisbeth i jej historia. To również Mikael Blomkvist, po raz kolejny prowadzący skomplikowane śledztwo. A także wątki dotyczące seksualnego wykorzystywania kobiet (poruszanie tak poważnych kwestii jest chyba charakterystyczne dla tego autora). Oraz... twierdzenie Fermata. Tak, Stieg Larsson zapewnił czytelnikom małą powtórkę z matematyki;)

Czy trzeba specjalnie zachęcać do sięgnięcia po trylogię Millenium? Myślę, że nie. I że naprawdę warto przekonać się osobiście, na czym polega jej fenomen.

______________________
Źródła zdjęć:
1. http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/30000/30588/155x220.jpg
2. http://media-cache-ak0.pinimg.com/736x/ea/06/ed/ea06ede6d9854eeb4acb459e4845d6a2.jpg
"Oddaj MiSie", czyli bardzo pozytywna akcja;)

"Oddaj MiSie", czyli bardzo pozytywna akcja;)


Na prośbę Maialis zamieszczam informacje o akcji zorganizowanej przez katowickich studentów. Oto informacja prasowa na jej temat:

"Rusza akcja „Oddaj MiSie”

Chciałbyś podzielić się radością? Masz w domu dawno zapomniane zabawki czy gry planszowe? A może książki dla dzieci? Przyłącz się i "Oddaj MiSie"!

Zapraszamy na kolejną edycję akcji! W dniach od 9 do 11 grudnia w kampusie Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach członkowie Studenckiej Organizacji Public Relations „PRogress” będą zbierać zabawki dla podopiecznych ze świetlicy św. Agaty w Katowicach.

Apel odnosi się do każdego rodzaju zabawek: pluszaków, lalek, samochodzików, klocków, gier planszowych oraz książek. Choć akcja „Oddaj MiSie” organizowana jest przez studentów, to skierowana jest do każdego. Przyłączyć mogą się zarówno młodsze, jak i starsze osoby posiadające zabawki, którymi nikt się już nie bawi.

Jest to już piąta edycja akcji. Podczas ubiegłorocznej zbiórki studentom udało się wywołać uśmiech na twarzach 50 dzieci, które poczuły upragnioną atmosferę świąt.

Członkowie Studenckiej Organizacji Public Relations „PRogress” będą czekać na zabawki od 9 do 11 grudnia w godzinach od 8:00 do 15:00 przy wejściu głównym w budynku A Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach (ul. Bogucicka 3).

Finał odbędzie się 17 grudnia 2013r. w Centrum Sztuki Filmowej „Kosmos” w Katowicach. Wtedy właśnie mali podopieczni katowickich świetlic otrzymają prezenty."

Zachęcam wszystkich do udziału!;)

Ponure Poniedziałki: Paulina J. Król "Drosera animalia"


Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Zombiefilia", który jest dostępny za darmo TUTAJ

Ok - pomyślałam przed lekturą - albo opowiadanie mi się nie spodoba i zostanę zlinczowana za złą recenzję albo będzie dobre, a ja zostanę posądzona o nachalne promowanie znajomych blogerów. Oczywiście, jeżeli ktoś będzie złośliwy. Skąd takie myśli? Autorką opowiadania jest znana mi (i Wam) Paulina :P

Antologia zatytułowana jest "Zombiefilia", oczywiste więc że zgromadzone w niej teksty łączy tematyka - zombie. O tym jest też "Drosera animalia". Zanim jednak pojawią się jakieś żywe trupy (wcale nieprzypominające tych z "The walking dead", na przykład) towarzyszymy czwórce przyjaciół wyruszających na beztroską wyprawę do domku położonego głęboko w lesie. Muszę przyznać, że to mój ulubiony motyw jeśli chodzi o filmowe slashery, więc autorce od początku udało się mnie zaciekawić. Jak to bywa w tego typu utworach, już pierwszy spacer po puszczy zakończył się niezbyt dobrze. Delikatnie mówiąc.

Tak, pisałam że opowiadanie nie ma nic wspólnego z "The walking dead".
Ale zdjęcie Daryla w ponczo zawsze spoko;)

W opowiadaniu Pauliny spodobało mi się kilka rzeczy. Przede wszystkim wspomniany już, niezwykle przewrotny, pomysł wykorzystania wątku rodem z filmowych horrorów typu slasher oraz zgrabnego połączenia go z tematyką zombie. Po drugie - poczucie humoru autorki. Kolejny element zasługujący na uwagę to odniesienia do różnych produktów popkultury ("Thriller" Jacksona, horror "Zejście"...). Mogę jeszcze wspomnieć o fragmentach dotyczących przyrody - po których widać, że autorka dobrze zna się na temacie. 

Czy mam jakieś zastrzeżenia? Zawsze mam;) Ale naprawdę drobne - w dwóch miejscach nie udało się uniknąć powtórzeń (niewielka chata, niewielki komin, niewielka kuchnia itd.), a rozmowa z leśniczym, wyjaśniająca okoliczności całego horroru, wydała mi się nieco sztuczna. I... opowiadanie skończyło się tak nagle. Chciałam więcej;)

Polecam. Nie dlatego, że znam Paulinę. Po prostu dlatego, że opowiadanie jest naprawdę dobre.

Moja ocena: 5/6

Przypominam o stronie bloga na facebooku;)
________________
Źródła zdjęć:
1. http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/7d/89/dd/7d89dd5660a8264c4d0ceee6a4d307ba.jpg
2. http://media-cache-ak0.pinimg.com/736x/34/40/ab/3440ab0d50066c9997a5ad39e3c281bf.jpg

Waldemar Smaszcz "Serce nie do pary. O księdzu Janie Twardowskim i jego wierszach"





Autor: Waldemar Smaszcz
Tytuł: "Serce nie do pary. O księdzu Janie Twardowskim i jego wierszach"
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy ERICA
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 349







"Boże, po stokroć święty, mocny i uśmiechnięty -
Iżeś stworzył papugę, zaskrońca, zebrę pręgowaną -
kazałeś żyć wiewiórce i hipopotamom -
teologów łaskoczesz chrabąszcza wąsami -

dzisiaj, gdy mi tak smutno i duszno i ciemno -
uśmiechnij się nade mną" ks. Jan Twardowski "Suplikacje"
Na pewno czytaliście - albo przynajmniej słyszeliście fragmenty wierszy księdza Jana Twardowskiego. Ale ile wiecie o samym autorze i o okolicznościach powstania utworów? Jeśli niewiele, książka "Serce nie do pary..." powinna dostarczyć Wam tych informacji.

Waldemar Smaszcz, wieloletni znajomy księdza-poety stworzył opracowanie, które jest częściowo biografią, a po części analizą twórczości  Jana Twardowskiego. Fakty z życia księdza przeplatają się tutaj z fragmentami jego utworów. Możemy dowiedzieć się np., że ksiądz pisał wiersze tylko w okresie wakacji, resztę roku poświęcając głównie pracy kapłańskiej, że naprawdę kochał przyrodę (co jest też wyraźnie widoczne w jego twórczości), a od życia w mieście wolał przebywanie na wsi. Równolegle poznajemy dzieciństwo, młodość i dorosłość księdza oraz rozwój jego twórczości - od pierwszego wiersza napisanego "na spółkę", przez pracę w redakcji "Kuźni Młodych", wydanie debiutanckiego "Powrotu Andersena" i próby połączenia pisarstwa z posługą kapłańską...


Waldemar Smaszcz podjął się ogromnej pracy. Nie jest łatwo opisać czyjeś życie i twórczość, zwłaszcza gdy chodzi o osobę, którą się znało i bardzo ceniło. Powstało jednak solidne opracowanie, które czyta się z przyjemnością - wiele w nim faktów, cytatów oraz zdjęć. "Serce nie do pary..." przybliża sylwetkę księdza Twardowskiego i pozwala lepiej poznać jego postać. Mam zastrzeżenia głównie do tego, niektóre informacje oraz cytaty powtarzały się w kolejnych rozdziałach.

Książka jest pięknie wydana - twarda oprawa, ciekawa wklejka, bardzo ładna czcionka... Widać, że przygotowano ją z dużą starannością i dbałością o szczegóły. Nie trzeba dodawać, że zwiększa to przyjemność z lektury, a całość dobrze prezentuje się na półce.

Po lekturze "Serca nie do pary..." aż chce się sięgnąć po któryś z tomików wierszy księdza Twardowskiego. Polecam więc - i książkę i poezje.

Moja ocena: 4,5/6
_____________________
Źródła zdjęć:
1. http://www.dystrybucjakatolicka.pl/upload/thumb/2579_d73d2a62bdb145fa74a9d2c1e4a7bf69.jpg
2. http://static.polskieradio.pl/files/af4fde68-ebda-4e8d-8bcd-63c860a7c7fb.file 
Ponure Poniedziałki: Stefan Darda "Ostatni telefon"

Ponure Poniedziałki: Stefan Darda "Ostatni telefon"

Ponure Poniedziałki, czyli cykl postów, w których pojawiają się recenzje opowiadań-horrorów. Zapraszam!


Opowiadanie opublikowano w magazynie "Qfant" (nr 1/2009). Jest także dostępne online na stronie autora *klik*

Stefan Darda jest autorem powieści "Dom na wyrębach" oraz książek z cyklu "Czarny Wygon". Znany i doceniany przez czytelników i krytykę, ostatnio (09.11) otrzymał nagrodę literacką NAUTILUS za najlepszą powieść fantastyczną 2012 roku ("Czarny Wygon. Bisy") Nie unika też krótkich form literackich. Już od dłuższego czasu pracuje nad zbiorem "Mroczne historie i inne opowiadania", którego zapowiedzią jest właśnie "Ostatni telefon". 

Co zrobić, kiedy jesteśmy - nawet w niezamierzony sposób - sprawcami czyjegoś nieszczęścia? Czy zadowolony z siebie i ze swojego życia, pozbawiony kompleksów mężczyzna może pod wpływem jednego wydarzenia stracić chęć do dalszej egzystencji? Jak bardzo nasze nieprzemyślane wypowiedzi mogą zranić innych ludzi?

23 lutego. Andrzej Stolarczyk ma dokładnie 23 minuty na pokonanie drogi do pracy - rozgłośni radiowej, gdzie prowadzi swój własny program, dyskutując ze słuchaczami na różnorodne tematy. Tym razem audycja ma dotyczyć depresji, o której Andrzej wie niewiele. Nic więc dziwnego, że nie zdaje sobie sprawy z tego, jak powinno się postępować z osobami cierpiącymi na tę chorobę. Mężczyzna myślał jednak, że i tym razem sobie poradzi - tak jak zawsze. Nie przypuszczał, że ostatnia rozmowa podczas audycji - z 23-letnią Anną - okaże się tak tragiczna w skutkach...

Ciekawe, czy nieprzypadkowo powtarzająca się liczba 23 (nie odgrywająca jednak istotnej roli w tej historii) miała coś wspólnego z filmem Joela Schumachera? Było to moje pierwsze (i jedyne) skojarzenie. 

Początek opowiadania intryguje. Później jest już mniej ciekawie, części wydarzeń można się domyślić - choćby tego, jaka będzie reakcja Andrzeja na to, co się stało (częściowo przecież z jego winy), czy przewidzieć "wizyty" Anny w jego mieszkaniu... Nie zaskoczyło mnie to. Pod koniec historii Stefanowi Dardzie znów jednak udało się przyciągnąć moją uwagę. A ostatni akapit sprawił, że całe opowiadanie zdecydowanie zyskało na wartości. Naprawdę, nie można było zakończyć tego lepiej.

Myślę, że Stefana Dardę stać na więcej (wnioski po lekturze "Domu na wyrębach" i "Czarnego Wygonu"). Mimo wszystko to opowiadanie nie jest złe. Ratuje je sam pomysł, dobry początek oraz zakończenie które sprawiło, że musiałam na chwilę usiąść i zastanowić się nad całą historią.

Moja ocena: 4/6

_________________
Źródło zdjęcia:
http://media-cache-ak0.pinimg.com/736x/41/aa/8d/41aa8d0025dc37ed33c81e509d62c760.jpg

Czuję, cieszę się, doceniam...

Askadasuna zaprosiła mnie do zabawy blogowej polegającej na dokończeniu pewnych zdań bez zastanowienia (tak, mnie też przeraża co może z tego wyjść) Oto i one:

Czuję...nie wiem, co czuję. Ogólny chaos? Wolę się nad tym nie zastanawiać...
Cieszę się...że znowu wracam na weekend do domu. Bieszczady > Kraków
Doceniam...moich bliskich, którzy pomimo całej mojej głupoty, depresyjnych nastrojów i innych takich nadal potrafią powiedzieć, że cieszą się z mojej obecności
Myślę...jak ulepszyć blog. Jakieś propozycje?
Słucham..."Niecierpliwych" Piaska. To taka odmiana po Billy Talent, Bullet for my Valentine i Bring me the Horizon czyli zespołach, które ostatnio męczyłam.
Oglądam..."The Walking Dead". Tylko proszę bez spoilerów, dopiero zaczęłam trzeci sezon!
Czytam..."Serce nie do pary. O księdzu Janie Twardowskim i jego wierszach"
Szukam...odpowiedzi na pytanie: jak ma wyglądać moje życie? Tak, ostatnio intensywnie nad tym rozmyślam.
Nie mogę doczekać się...a nie, na to pytanie nie odpowiem;)

Korzystając z okazji, chciałam przypomnieć o stronie bloga na facebooku. Jeśli ktoś chce porozmawiać, skomentować to, co zdarzy mi się tam napisać albo po prostu powiedzieć, co mu się nie podoba na blogu, zapraszam;)

A na koniec coś miłego (przynajmniej dla mnie;)

________________
Źródło zdjęcia: 
http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/09/53/de/0953deaee8378d834af09608783b0936.jpg

Ponure Poniedziałki: Stephen King "Palec" ("The Moving Finger")


Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Marzenia i koszmary" (Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2003)
"Howard ujął w jedną rękę szczotkę, a w drugą szufelkę. Tak uzbrojony z ociąganiem podążył przez niewielki salon do łazienki. Wysuwał do przodu głowę, nastawiał uszu i nasłuchiwał.
Skrob, skrob, skrobu-skrob. (...) Szczęka mu opadła. Gdyby popatrzył na siebie w popstrzonym cętkami pasty do zębów lustrze nad umywalką, dostrzegłby połyskliwe, lśniące między językiem a podniebieniem, delikatne jak pajęcza przędza nitki śliny. Z otworu odpływowego umywalki wydobywał się na wierzch palec.
Ludzki palec. "
Dosyć absurdalny pomysł na opowiadanie, prawda? Palec wyłaniający się nagle z umywalki. Może Was to rozśmieszyć, zresztą nie jest to przerażająca wizja. Ale pomyślcie: co zrobilibyście na miejscu Howarda, bohatera całej historii? Nie zastanawia Was, do kogo mógł należeć ten palec? W jaki sposób przedostał się przez rury kanalizacyjne? I najważniejsze: jak się go pozbyć?

A gdyby z odpływu wyłoniła się cała dłoń?

Po raz kolejny zastanawiam się, w jaki sposób Stephen King wymyśla takie historie. A może raczej: skąd do niego przychodzą. Fabuła wydaje się śmieszna i bardzo dziwna. Ale zapada w pamięć. To właśnie to opowiadanie pamiętam najlepiej z całego zbioru. Ten bardzo prosty pomysł podziałał na moją wyobraźnię. Do tej pory, kiedy słyszę podejrzane bulgotanie w rurach, wyobrażam sobie palec który zaraz wyłoni się z odpływu;)

Opowiadanie nie zawiera wątków pobocznych, co bardzo mi się podoba. Autor skupił się na opisie walki głównego bohatera z tajemniczym zjawiskiem z kanałów. Według mnie cała historia nie wymaga jakichkolwiek zmian. Jeżeli macie w domu problemy natury kanalizacyjnej, lepiej nie czytajcie;) 

Moja ocena: 5/6
______________________
Źródła zdjęć:
1. http://media-cache-ak0.pinimg.com/736x/dc/e6/cf/dce6cfcbeaeab9c6d344f2e6f307e1ec.jpg
2. http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/2b/f6/76/2bf676b5f5ae1f42588e2f688dacf95e.jpg

Dean R. Koontz "Nieśmiertelny"



Autor: Dean R. Koontz
Tytuł: "Nieśmiertelny"
Tytuł oryginału: "Shadowfires"
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 1996
Liczba stron: 431




Genialny genetyk Eric Leben ma obsesję na punkcie nieśmiertelności. Nic więc dziwnego, że kiedy ginie w wyniku nieszczęśliwego wypadku, jego ciało znika z kostnicy, a policja odkrywa zamordowaną młodą kobietę, bardzo podobną do byłej żony Lebena, władze nabierają podejrzeń że mężczyzna w jakiś sposób powrócił z krainy zmarłych. Erica zaczynają szukać agenci DSA, policja, a także jego była żona wraz z przyjacielem. Pytanie tylko, kogo - lub co - odnajdą. I kto tak naprawdę będzie łowcą, a kto ofiarą...

Pomysł na fabułę, a raczej wyjaśnienie tego co stało się z Lebenem, jest mało przekonujący. Jeśli jednak nie będziemy się zbytnio zastanawiać nad zawiłościami genetyki i damy się ponieść historii, przez pierwszą połowę książki będziemy się dosyć dobrze bawić. Potem robi się coraz dziwniej. Ale po kolei. 
Na plus mogę zaliczyć sam wątek ucieczki oraz pościgu - każdy z uczestników tego szaleństwa ma swoje powody, aby brać w nim udział. O przeszłości każdego dowiadujemy się stopniowo, a wychodzące na jaw fakty tłumaczą zachowanie oraz motywacje bohaterów. Akcja nie skupia się tylko na jednej osobie - możemy towarzyszyć na przemian wszystkim postaciom, które spotykają się w pełnym składzie dopiero na ostatnich kartach powieści.

Jeżeli chodzi o minusy... jest ich, według mnie, trochę więcej. Trzeba przyznać, że postacie są dosyć jednowymiarowe - albo dobre albo złe. Mamy więc Benny'ego, partnera byłej żony Erica, przyzwoitego faceta, zawsze postępującego uczciwie, mającego obsesję na punkcie lat 20., 30. i 40. Twierdzi on, że były to cudowne i spokojne czasy. Chyba nie słyszał o II wojnie światowej... W powieści pojawiają się również bardzo porządni policjanci oraz agent, który ma urocze i naiwne (?) marzenie zostania legendą swojego wydziału. Z drugiej strony mamy wicedyrektora DSA, ukrywającego pedofilskie skłonności i zbrodnie z przeszłości oraz samego Erica z jego niebezpieczną obsesją (której powody zostają wprawdzie wyjaśnione, nie sprawia to jednak że zaczynamy kibicować Lebenowi). 
Mam również zastrzeżenia co do języka, jakim napisana jest powieść. Nie wiem, na ile to wina autora, przekładu czy też redakcji, ale konstrukcja zdań i odmiana wyrazów często pozostawiają wiele do życzenia. Oczywiście obniża to przyjemność z lektury.

Podsumowując, "Nieśmiertelny" Koontza to ciekawa, choć nie do końca udana wariacja na temat historii Wiktora Frankensteina i stworzonego przez niego potwora. Powieść może zapewnić chwile grozy oraz kilka tematów do refleksji, jednak oczekiwałabym czegoś o wiele lepszego - zarówno pod względem formy, jak i treści.

Moja ocena: 3,5/6

PS. Jakiś czas temu założyłam fanpage bloga na facebooku. Jeżeli ktoś jest zainteresowany, to zapraszam. Nie odpowiadam jednak za urazy psychiczne, spowodowane tym, co może się tam znaleźć;)
_______________________
Źródła zdjęć:
1. http://karolginter.pl/grafika/koontz_niesmiertelny.jpg
2. http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/12/4f/36/124f3612bd65ad8df566a6026e404dcd.jpg

Ponure Poniedziałki: Bartosz Działoszyński "Zakładziny"


Opowiadanie zostało opublikowane w "Nowej Fantastyce", nr 05/2013 (Tak, kupiłam ten numer bo na okładce był Iron Man. Nie pytajcie.)

Anna i Joachim naprawdę mieli pecha. Ich dopiero budowany dom uległ zniszczeniu już trzy razy w ciągu trzech lat - wszystko za sprawą wichur. Zdesperowana kobieta żąda, aby jej mąż skontaktował się z kolegą ze studiów, Samuelem. 
"- To jakiś radiesteta? Różdżkarz? Feng shui? Coś takiego?
- No jakiś taki hokus-pokus "
Samuel zgadza się pomóc małżeństwu. Stawia tylko jeden warunek - Anna i Joachim muszą udostępnić mu swój dom na cały weekend. Mężczyzna nie chce natomiast zdradzić, co tak naprawdę ma zamiar zrobić. Małżeństwo postanawia zaryzykować. Czy będzie to dobra decyzja?

Pomysł na to opowiadanie jest bardzo prosty (co nie znaczy, że zły). Mamy nieszczęście, które dotknęło głównych bohaterów i kogoś, kto oferuje im pomoc, jednak od samego początku wydaje się podejrzany. Czytelnik może się szybko domyślić, do czego ogólnie zmierza cała historia. Jednak fabuła mi się podoba. Mimo wszystko uważam, że niektóre fragmenty nie są potrzebne (np. początek historii opisujący "występ" Joachima w telewizji, w związku ze zniszczeniem dachu jego domu), inne natomiast można było rozwinąć (Samuel i orzechy. Dlaczego akurat orzechy włoskie? Czy miało to jakieś znaczenie?). Nie do końca też rozumiem zachowanie małżeństwa już po (częściowym) odkryciu tego, co prawdopodobnie zaszło w ich domu. Ale...czy bohaterowie horrorów zawsze muszą postępować racjonalnie?

Opowiadanie jest dobre, chociaż czegoś w nim zabrakło. Sam pomysł na fabułę jest natomiast niepokojący...

Moja ocena: 3,5/6 
______________________
Źródło zdjęcia:
http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/2f/5a/4a/2f5a4af2644d9958310222c18334b5fe.jpg
Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger