Irena Matuszkiewicz "Dziewczyny do wynajęcia"




Autor: Irena Matuszkiewicz
Tytuł: "Dziewczyny do wynajęcia"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2003
Liczba stron: 261




Zuzanna jest absolwentką filologii polskiej. Może i nie ma stałej pracy, ale za to ma kochającego chłopaka, oddane przyjaciółki, sympatyczną rodzinę i niezmierzone pokłady dobrego humoru. Kiedy dziewczyna otrzymuje od siostry zaproszenie do Torunia, miasta, w którym studiowała i w którym zostawiła znajomych, wyjeżdża bez wahania. Chce przemyśleć kilka rzeczy, odwiedzić stare kąty... Nie spodziewa się, że jej siostra ma pewien plan, który może zmienić życie ich obu...

Po "Agencji Złamanych Serc" szybko sięgnęłam po kolejną powieść Ireny Matuszkiewicz. Moje zapotrzebowanie na lekkie, niepozbawione humoru lektury rośnie, a książki tej autorki wydają się spełniać te skromne wymagania. 

Polubiłam główną bohaterkę, która - przynajmniej pod pewnymi względami - była bardzo podoba do mnie. Można powiedzieć, że łączy nas nawet imię - sama miałam być Zuzanną;)
Humor słowny, sytuacyjny - to zdecydowane plusy tej powieści. Tak samo, jak sympatyczne postaci - zwariowany Cezary, tajemniczy Radosław, pozytywna Malwina czy wesoły mopsik o wdzięcznym imieniu Cymbał. Miłym akcentem było również pojawienie się (gdzieś w tle) znanego skądinąd mecenasa Wąsika.


W tej powieści bardzo dużo się dzieje. Liczba wydarzeń była momentami przytłaczająca. Część osób ma swoje tajemnice, które wpływają na życie innych - i które kompletnie dezorientują Zuzannę (nie przeszkadzając jej jednak w działaniu po swojemu). Pod koniec wszystkie kwestie zostały wyjaśnione, chociaż w niektórych przypadkach oczekiwałam jaśniejszych i bardziej obszernych informacji.

Ta powieść to misz-masz wątków obyczajowych i kryminalnych (ze wskazaniem na te pierwsze). Jest pełna humoru i czyta się ją naprawdę dobrze. Chociaż zakończenie nieco mnie rozczarowało. Dodatkowo... patrzę na okładkę i nie rozumiem koncepcji projektanta. Ale bywa i tak;)

Moja ocena: 4/6
_________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/75168/dziewczyny-do-wynajecia
2. unsplash.com

23 komentarze:

  1. Także lubię lekkie i odprężające książki. Ta wydaje się być idealna, więc jak nadarzy się okazja na pewno sięgnę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja bardzo lubię, jak się dużo w fabule dzieje, więc cieszy mnie, że tutaj dostanę całą lawinę różnych przygód. Co prawda najpierw chciałabym zapoznać się z "Agencją Złamanych Serc", a dopiero potem sięgnąć bieżącą lekturę, ale zastanowię się jeszcze, w jakiej kolejności będę czytać obie książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że tutaj kolejność nie ma znaczenia;)

      Usuń
    2. O to bardzo fajnie. W takim razie wezmę pierwszą lepszą, dostępną w mojej bibliotece :) A jak będą obie, to też wezmę :)

      Usuń
  3. Książka gdzieś wygodnie leży na mojej półce, więc w wolnym czasie z pewnością po nią sięgnę, choćby dla samego mopsika Cymbała, którego już w tej chwili zdążyłam polubić:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak wiesz wątki obyczajowe, to nie jest mój ulubiony element kryminału, a do tego ta paskudna okładka, blehhhh :/

    Ty miałaś być Zuzanną, a ja cymbałem. Rodzice czasem do dziś tak do mnie mówią :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj wiem... ale następna powinna być recenzja "Pana Mercedesa" - to chyba bardziej Ci się spodoba;)

      Dobrze, że tylko rodzice :P

      Usuń
  5. Widzę, że to lekka i niezobowiązująca lektura. Będę o niej pamiętać zwłaszcza, gdy będę chciała nieco odreagować.
    Okładka rzeczywiście paskudna...

    OdpowiedzUsuń
  6. O, moja imienniczka. ;D
    Brzmi całkiem zachęcająco, a pogoda sprzyja sięganiu po lżejsze lektury, więc z chęcią rozejrzę się za tą lub inną powieścią tej autorki. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam kiedyś "Przebudzenie" tej autorki. Podobało mi się, sięgnęłam po jakąś inną jej powieść, jednak ta druga okazała się nudna i zraziłam się do pani Matuszkiewicz. Może niesłusznie.
    PS. Jak można nazwać psa imieniem Cymbał ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw nazywał się Czaruś, ale imię zmieniono (pieskowi nowe imię bardzo się podobało;)

      Usuń
  8. W ogóle zapomniałam, że kiedyś czytałam tę książkę! Dopiero po twojej recenzji zaświtało mi w głowie. Chętnie sobie kiedyś odświeżę:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Książka wydaje się świetną lekturą na letnie dni. Z wielką chęcią po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. No i super! Na taki upał i słońce nie potrzeba nic więcej poza litrem ice tea i taką właśnie lekką powieścią.

    OdpowiedzUsuń
  11. Średnio na jeża ciągnie mnie do takich książek, w sumie to nie mam nic przeciwko, ale mało kiedy biorę się za ich czytanie. Powiadasz, że miałaś być Zuzanną P.? no nie wiem... Beata lepiej Ci pasuje :-) Taaak, okładka tej powieści to porażka, też nie rozumiem zamysłu grafika.

    OdpowiedzUsuń
  12. Na takie powieści zawsze mam ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja w końcu też sięgnęłam po coś humorystycznego i teraz rechoczę przy "Nomen omen" Marty Kisiel. :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedyś czytałam coś tej pani i nawet było niezłe:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Chyba jednak sobie odpuszczę, mam wrażenie, że to nie dla mnie ;d

    OdpowiedzUsuń
  16. Wydaje się, że jest w tej książce dosyć lekko, zabawnie, a więc mogłoby mi się spodobać. Szukając lekkiej lektury będę pamiętała o tym tytule :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Obie książki mam:) Tylko nie wiem kiedy je w końcu przeczytam. Odwieczny problem...
    Okładka rzeczywiście paskudna!!

    OdpowiedzUsuń
  18. Dobry czas na taką książkę, chętnie przeczytam któregoś wieczoru ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger