Ponure Poniedziałki: Algernon Blackwood "The Wood of the Dead"

Opowiadanie można przeczytać TUTAJ

Tekst zaczyna się dosyć typowo dla tego rodzaju historii. Mamy więc mężczyznę, który postanowił wybrać się na pieszą wędrówkę po uroczych zakątkach Anglii. Nieco strudzony, ale i zachwycony okolicą i pięknem przyrody, je właśnie obiad w gospodzie, kiedy w sali w której samotnie przebywa, pojawia się tajemniczy, starszy człowiek. Staruszek, poza jednym skinieniem głowy, nie zwraca na naszego bohatera uwagi. Siada w fotelu przy oknie i wydaje się być pogrążony w rozmyślaniach. W końcu jednak się odzywa i po wymianie kilku zdań proponuje wędrowcowi spotkanie w pobliskim lesie. Ale nie jest to zwykły las, zwykła nie jest również pora, o której mają się zobaczyć. I wreszcie - jaki mają w tym cel?
Come to-night, I heard the old man say, come to me to-night into the Wood of the Dead. Come at midnight
Już chyba wiadomo - staruszek nie jest zwykłym staruszkiem i coś tu jest bardzo nie w porządku. W dodatku widzi go chyba tylko nasz główny bohater. Czy będąc na jego miejscu, skorzystalibyście z zaproszenia? Pewnie nie... A gdybyście poznali miejscową legendę, z uroczym staruszkiem w roli głównej? No cóż, ja na pewno już nawet nie spojrzałabym w kierunku tajemniczego lasu. Wędrowiec jednak - jak na bohatera horroru przystało - wybiera się na wycieczkę w sam środek Wood of the Dead. Ciekawe czy jeszcze wróci...

Ta historia niesamowicie mi się spodobała. Może z pewnymi wyjątkami (dziwny stan, w jaki popadł mężczyzna podczas rozmowy ze staruszkiem, jego filozoficzne rozważania, będące może odzwierciedleniem poglądów samego autora... to wolałabym pominąć). Kiedy jednak przejdziemy do samej historii, dosyć w gruncie rzeczy typowej i przewidywalnej, możemy odkryć, że w wersji Blackwooda jest ona niezwykle atrakcyjna. I może nawet wywołać lekki dreszczyk. Czy już sam tytuł opowiadania, w połączeniu ze złowieszczym nazwiskiem autora, nie przyprawia Was o niepokój?

Ogromną zaletą tekstu jest opis przyrody. Najpierw tej uroczej i łagodnej: kwitnących drzew owocowych, słodko śpiewających ptaków, promieni słońca przeświecających przez gałęzie, kwiatów... Kiedy jednak nasz bohater wkracza do tytułowego lasu, robi się coraz bardziej niepokojąco. Drzewa wydają się nieustannie szeptać, a wiatr w ich gałęziach nigdy nie milknie (przypominają się Wam "Wierzby"?). Przyroda u Blackwooda żyje. I nie zawsze jest przyjazna. 

Jak już wspominałam, opowiadanie jest dosyć przewidywalne. Jednak w wydaniu Blackwooda zdecydowanie zasługuje na uwagę. Autor nadał mu niepowtarzalny klimat. I pozostawił kilka niedopowiedzeń. Bo chociaż główna historia kończy się dosyć typowo, pozostaje pytanie: co spotkało tajemniczego staruszka, że zaczął widzieć pewne niedostępne dla innych rzeczy? Z kim rozmawiał w lesie umarłych? I dlaczego akurat ten las stał się tak ważnym dla fabuły miejscem?

Moja ocena: 5/6

Opowiadanie przeczytane w ramach wyzwania "Klasyka horroru 2"
http://przestrzenie-tekstu.blogspot.com/2016/12/klasyka-horroru-2-wyzwanie-czytelnicze.html


A dla wszystkich, którzy lubią kawę i zakładki, mam KONKURS!
_________________
Zródło zdjęcia: unsplash.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger