Dean R. Koontz "Zmrok"

     
Biedna, zniszczona książka.
A może się jej należało?


Autor: Dean R. Koontz
Tytuł: "Zmrok"
Tytuł oryginału: "Darkfall"
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 1997
Liczba stron: 302








W Nowym Jorku dochodzi do serii bardzo brutalnych morderstw. Nikt nie potrafi wyjaśnić, w jaki sposób zabójcy przedostają się do pilnie strzeżonych miejsc, w których zazwyczaj przebywają ofiary - wszystkie związane z mafią i handlem narkotykami. Zajmujący się sprawą policjant Jack Dawson natrafia na trop, w który jednak ciężko uwierzyć. Bo czy morderstwa mogą być dziełem czarownika voodoo? 

Narkotyki, mafia, morderstwa i voodoo - takie połączenie mógł wymyślić chyba tylko Dean Koontz. I tylko jemu mogła z tego wyjść całkiem niezła powieść.

"Zmrok" należy do horrorów napisanych przez Koontza w latach 80. (dokładniej w 1984 r.) Wydaje mi się, że powieść pasuje stylistyką do filmów grozy, które powstawały w tamtym okresie - specyficzny klimat, duża liczba ofiar, powiązanie ze zjawiskami paranormalnymi... i to poczucie, że nie wiadomo czy śmiać się z absurdalności całej historii, czy może dać się w nią wciągnąć i nawet dobrze się bawić. 

Dean Koontz zaserwował czytelnikom historię złożoną z dosyć zaskakujących elementów, coś, w co zupełnie nie chce się uwierzyć. Dodatkowo, co chyba charakterystyczne dla tego autora, mamy schematyczne postaci, albo dobre albo złe, oraz romans dwójki głównych bohaterów (szczególnie zdenerwowała mnie scena łóżkowa pomiędzy Jackiem i Rachael oraz ich patetyczna rozmowa o miłości, podczas gdy w tym samym czasie policjant powinien być ze swoimi dziećmi, którym groziło śmiertelne niebezpieczeństwo). 
Trzeba jednak przyznać, że fabuła jest dosyć dynamiczna (wszystko rozgrywa się w ciągu 24 godzin), a lektura - potraktowana z przymrużeniem oka - może być zaskakująco przyjemna.

"Zmrok" ma wady. Całkiem sporo wad. Jednak miłośnikom gatunku (zwłaszcza ceniącym horrory z lat 80.) może się spodobać. Nie polecam za to tej powieści na pierwsze spotkanie z autorem. 

Moja ocena: 4/6

Przypominam o konkursie na facebooku (do 13 grudnia) - do wygrania powieść Richarda Paula Evansa "Szukając Noel" KLIK
_________________
Źródła zdjęć:
1. Przecież widać, że to ja robiłam to zdjęcie...
2. http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/aa/a0/8a/aaa08ae8feed705895dbf71b9d51b2d5.jpg

17 komentarzy:

  1. Na pewno nie zasłużyła. Na szczęście Koontza już poznałam z tej najlepszej strony, więc z chęcią i tę książkę przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam tylko wyjaśnić, że to nie ja ją zniszczyłam... Przywędrowała w tym stanie z biblioteki. Widać, że była czytana przez wiele osób;)

      Usuń
  2. Ja jeszcze nie miałam okazji poznać twórczości Koontza, ale przymierzam się do tego. Nie wiem wprawdzie, czy akurat rozpocznę swoją przygodę z tym autorem od powyższej książki, ale na pewno jakąś zahaczę, która akurat będzie dostępna w mojej bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś czytałam "Intensywność" tego autora i nawet mi się podobała, z tym że w fabułę można było uwierzyć, nie pojawiały się zjawiska paranormalne ani żadne inne tego typu elementy. Na tę książkę raczej się nie skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. W przyszłości zapoznam się z twórczością tego autora :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam jedną książkę tego autora - "Ścianę strachu", i szczerze powiedziawszy średnio mi się podobała. Była dobra - i nic poza tym. Jakoś nie czuję specjalnej potrzeby przeczytania kolejnych pozycji Koontza, choć mam na półkach jeszcze 3 inne jego książki.Niemniej jednak nie przekreślam autora - być może kiedyś do niego wrócę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze, że go nie przekreślasz. Koontz ma to do siebie, że jedne jego książki są bardzo słabe, a inne zachwycają. Cała sztuka, to wybrać te faktycznie wartościowe;)

      Usuń
  6. Lubię Koontz'a, choć nie wszystkie jego książki "zachwycają";) czasem próby połączenia wątków nadprzyrodzonych z realem bywają dość nieudolne.. jednak można mu to wybaczyć, bo ma też sporo dobrych książek na koncie:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam "Przepowiednię" Koontza, podobała mi się, więc z chęcią zapoznam się z innymi jego powieściami :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Do tej pory nie mogę sobie przypomnieć czy czegoś już nie czytałam tego autora, więc zakładając, że nie - na pierwszy ogień nie będę sięgała po ten tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Z tym Koontzem, to jest jedna wielka loteria, ale postaram się przeczytać. Ponoć jego starsze książki trzymały całkiem wysoki poziom, więc mam nadzieje, że tym razem będzie podobnie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak myślę, że chyba jednak nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakoś nigdy eM nie ciągnęło do tego autora. Na dodatek zamiast Koontz eM mówi na niego Knootz i wszyscy się dziwią czemu to tak ;)
    Przy okazji eM się boi horrorów i ich nie lubi. O!

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam Koontza! Ten to potrafi stworzyć klimat rodem z najgorszego horroru :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Często w bibliotece na półkach przewijało mi się to nazwisko, ale jakoś nigdy nie czytałam książek tego autora. Jednak widzę po Twojej recenzji, że to raczej nie dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Proszę, proszę :) Nie jest źle. Z pewnością zerknę. Koontza lubię i basta, nawet, kiedy mu nie wychodzi (a nie wychodzi mu chyba raczej często, choć ja trafiam na całkiem niezłe tytuły).

    OdpowiedzUsuń
  15. No cóż, za horrorami to ja nie przepadam- więc raczej będę omijać tą lekturę.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger