Mariusz Czubaj, Marek Krajewski "Aleja samobójców"



Autorzy: Mariusz Czubaj, Marek Krajewski
Tytuł: "Aleja samobójców"
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 282





"Pamięta pan, graliśmy trzy tygodnie temu niedaleko hotelu "Grand". Potem usłyszałem od kolegi prawnika, że to miejsce z tradycjami. Przed wojną te piękne secesyjne wnętrza były jaskinią hazardu. Ale najciekawsze jest to, że obok "Grandu", w kierunku Wejherowa, ciągnęła się aleja samobójców. Wieszali się niemieccy rybacy, polscy inżynierowie, żydowscy sklepikarze i rosyjscy arystokraci, którzy przegrywali tu majątki. Podobno nad ranem właściciel hotelu miał zwyczaj, że przychodził do kasyna, wskazywał głową w stronę alei i pytał: "Ilu?". "Dwóch" odpowiadał krupier. Wspaniała historia, nieprawdaż?"
W domu spokojnej starości "Eden" został zamordowany jeden z pensjonariuszy. Mężczyznę dodatkowo oskalpowano. Jednocześnie inny mieszkaniec placówki, znany profesor i specjalista od ran symbolicznych (między innymi skalpowania) zostaje uznany za zaginionego. Przybyłego na miejsce zdarzenia nadkomisarza Jarosława Patra bardzo ta sprawa zaintrygowała. Nie dawała mu ona spokoju do tego stopnia, że kiedy śledztwo zostało przejęte przez ABW (czyli prawie od razu), policjant zaczął prowadzić dochodzenie na własną rękę, ryzykując przy tym nawet utratę posady. 

Wiem, to nie jest plaża w Polsce...

"Aleja samobójców" to moje pierwsze spotkanie zarówno z Markiem Krajewskim, jak i Mariuszem Czubajem. Spotkanie udane, wbrew temu co zapowiadały liczne negatywne recenzje opublikowane na Lubimy Czytać.
Wiele osób pisało, że Jarosław Pater (zwany przez kolegów z komendy antypaterem) to wyjątkowo antypatyczna postać. A ja polubiłam tego policjanta w średnim wieku, z problemami (jakie to typowe), aspołecznego, mającego obsesję na punkcie posługiwania się poprawną polszczyzną i pragnącego za wszelką cenę dowiedzieć się, kto zabił. Chociaż muszę przyznać, że ta ostatnia cecha nadkomisarza wydała mi się nieco dziwna. Paradoksalnie, ponieważ łapanie morderców należy do obowiązków policji. Jednak aż takie zaangażowanie w sprawę zdarza się rzadko. Tyle, że u Patra dowiedzenie się, kto zabił, nie zawsze jest równoznaczne z ujęciem przestępcy. 
"Bo wie pan co? Bo ja jestem głupi. I zawsze chcę wiedzieć, kto zabił. Nic mnie więcej nie obchodzi [...] Ja po prostu nie mogę zasnąć, nie dowiedziawszy się, kto zabił"  
Główny wątek był interesujący, chociaż kwestia ran symbolicznych mogła być jeszcze bardziej rozwinięta. Atmosfera gorącego, dusznego Gdańska, dodatkowo przytłoczonego strajkiem śmieciarzy (a wiecie, co dzieje się ze śmieciami zostawionymi na pełnym słońcu...) została doskonale wykreowana.  

Zastrzeżenia? Oczywiście;) Wydawało mi się, że powieść nie została dopracowana pod względem stylistycznym. Część zdań miała dziwną konstrukcję i aż miałam ochotę siąść z ołówkiem i przystąpić do korekty tekstu.
Odniesienia do mundialu w Niemczech (który rozgrywał się równolegle z akcją powieści - czerwiec/lipiec 2006 r.) były ciekawe, chociaż czasami wtrącane nieco na siłę.

Uważam, że "Aleja samobójców" to dobry kryminał. Na pewno autorów stać na więcej (postaram się o tym szybko przekonać, sięgając po ich inne książki), ale w moim przypadku ta powieść świetnie sprawdziła się jako (prawie) wakacyjna lektura. I naprawdę polubiłam Jarosława Patra. Może dlatego, że sama jestem równie aspołeczna.

Moja ocena: 4/6
____________________
Źródła zdjęć:
1. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/27646/aleja-samobojcow
2. unsplash.com

15 komentarzy:

  1. Znam i pana Krajewskiego i Czubaja, dlatego chętnie sięgnę po ich wspólną książkę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam "Róże cmentarne" tego duetu. B. dobry kryminał, ale bez szału. Poprawnie napisany, ciekawie skonstruowany i ten bohater-purysta językowy :) Ale wolę osobne książki obu panów. "21:37" Czubaja była rewelacyjna!

    OdpowiedzUsuń
  3. mam na półce;) I jestem ciekawa jak ja go odbiorę;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przez te niezbyt pochlebne opinie książkę miałam raczej w odległych planach, ale może jednak zmienię zdanie i sięgnę po nią wcześniej. Odniesienia do mundialu mogłyby być fajne szczególnie w trakcie tegorocznych mistrzostw :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Styl Krajewskiego zupełnie mi nie podchodzi, próbowałam kiedyś czytać i poległam, a że nie przepadam za kryminałami, to nie potrzeba wiele, żeby mnie zniechęcić :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chętnie poznam. W zasadzie ciągle mam zaległości z Krajewskim...

    OdpowiedzUsuń
  7. Już wcześniej zaciekawiła mnie ta powieść. Ty mnie tylko bardziej nakręciłaś.
    Ta kwestia symbolicznych ran naprawdę zmusza do myślenia!

    OdpowiedzUsuń
  8. Mundialowe wtrącenia? To zupełnie nie dla mnie, już mi wystarczy to, że nikt aktualnie nie potrafi rozmawiać o niczym innym tylko o piłce.

    OdpowiedzUsuń
  9. Planuję przeczytać kryminały Krajewskiego, żeby wyrobić sobie własne zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Brrr, polski kryminał. Próbowałam, ale coś mi zgrzytało.

    OdpowiedzUsuń
  11. Raczej nie będę się za tą książką szczególnie rozglądać, jednak mimo wszystko mnie zainteresowała. Jeśli będę miała okazję, chętnie dam jej szansę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Chciałam zignorować tę książkę, ale jak przeczytałam, że akcja toczy się w Gdańsku, to zmieniłam zdanie - czytałam już jeden kryminał osadzony w tym mieście, drugi mam w planach i marzy mi się takie ich porównanie :)

    Strajk śmieciarzy przypomina mój ulubiony odcinek "Detektywa Monka". Wystąpił w nim epizodycznie Alice Cooper jako zły-hipis, a ja umierałam ze śmiechu ;D

    Skoro policjant ma fioła na punkcie poprawnej polszczyzny, to może przy okazji można się czegoś nauczyć? ;)

    Książkę już zamówiłam w bibliotece ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że książka Ci się spodoba - bo, jak wspominałam w recenzji, na LC jest dużo negatywnych opinii i chyba jestem w mniejszości;) A od tego policjanta można się kilku rzeczy nauczyć, owszem;)

      Alice Cooper? Kurczę, muszę znaleźć ten odcinek!:P

      Usuń
    2. Zdarzało mi się, że mimo pozytywnych recenzji na LC książka mi się nie podobała, więc może i tym razem zadziała ta zasada odwrotności ;)

      Polecam gorąco, umierałam ze śmiechu ;D tytuł to bylo "Monk i strajk śmieciarzy" chyba, więcej szczegółów nie pamiętam. Alice Cooper zawsze fajnie wypada gościnnie - w "Mrocznych cieniach" tez mnie ucieszył :D

      Usuń
    3. Polubiłam go właśnie dzięki "Mrocznym cieniom";) "Najbrzydsza kobieta, jaką w życiu widziałem" - chyba jakoś tak to było :P

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger