Ponure Poniedziałki: Ray Bradbury "Słój"

Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Pazdziernikowa kraina" (C&T, 2009).

"Jedna z tych rzeczy trzymanych w słojach w jarmarcznym namiocie na obrzeżu małego, sennego miasteczka. Jedna z tych wyblakłych rzeczy, unoszących się w spirytusowej plazmie, wiecznie śniących, obracających się leniwie, a jej obnażone oczy gapią się prosto na ciebie, choć wcale cię nie widzą."

Właśnie ta rzecz, ten słój wraz z niezwykłą zawartością, zafascynowała Charliego. Wpatrywał się w to niezwykłe zjawisko bardzo długo. Aż w końcu postanowił je kupić. Właściciel gabinetu osobliwości początkowo się targował, wiedział jednak że nie może przepuścić takiej okazji. I tak Charlie wrócił do wsi, wraz z tajemniczym słojem. Chyba po raz pierwszy w życiu udało mu się wzbudzić ciekawość i szacunek sąsiadów. Tylko jego żona, jak zawsze zresztą, nie była zachwycona pomysłem Charliego. I postanowiła zrobić wszystko, żeby zepsuć mężowi radość z nowego nabytku.

Dzisiaj ilustracją jest okładka zbioru opowiadań Bradbury'ego. Nie mogłam znalezc wystarczająco strasznego zdjęcia słoika z podejrzaną zawartością.
To opowiadanie jest niezwykłe. Z pozoru nie dzieje się w nim zbyt wiele. Ot, mężczyzna kupuje na jarmarku słój z dziwną zawartością. A pózniej, w letnie wieczory, w jego domu zbierają się sąsiedzi i dyskutują o tym kto - lub co - może znajdować się w słoju. Bo wygląda to jak czyjaś głowa. Ale czy na pewno? A jeśli tak, kim była ta osoba za życia? Każdy widzi w niej kogoś innego, odnosząc się do własnych wspomnień i doświadczeń. Nieszczęśliwa kobieta, której dziecko zgubiło się kiedyś na bagnach i już nie wróciło, widzi w słoju właśnie swojego synka. Mężczyzna, który jako dziecko utopił małego kotka, widzi w słoju właśnie tego kociaka. Każdy ma do opowiedzenia własną historię. I tak siedzą wieczorami, rozmawiając i wpatrując się w słój. Opisy tych rozmów są niesamowite. Prawie czułam się tak, jakbym sama siedziała w chacie Charliego i słuchała tych ludzi. A potem przyszedł sąsiad mężczyzny, Tom Carmody. I ogłosił, że ten słój z ludzką (?) głową, to jedno wielkie oszustwo. Wtórowała mu żona Charliego. Już wiecie, że to nie skończyło się dobrze, prawda?

"Słój" to jedno z lepszych opowiadań Raya Bradbury'ego, jakie miałam okazję przeczytać (zaznaczę jednak, że jeszcze nie skończyłam całego zbioru, więc wiele niespodzianek przede mną). Ten tekst to jednocześnie świetny dowód na to, że nie trzeba straszyć czytelnika makabrycznymi opisami, żeby być mistrzem horroru. Wystarczy dobry pomysł wyjściowy (słój z tajemniczą zawartością), umiejętność sprawnego opisywania z pozoru nudnych rzeczy (zebrania sąsiadów i rozmowy na temat tego, co jest w słoju) oraz szokujący finał. I chociaż od pewnego momentu można było przewidzieć, jak cała sprawa się zakończy, to i tak tekst nie stracił nic ze swojej siły rażenia. 
A może to opowiadanie miało taki wpływ tylko na moją wyobraznię? 

Moja ocena: 5/6




____________
Zródło zdjęcia: https://pl.pinterest.com/pin/263953228137104036/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger