Ponure Poniedziałki: A. M. Burrage "Smee"

Opowiadanie można przeczytać online TUTAJ


Jest wigilijny wieczór. Wraz z grupą przyjaciół właśnie zjedliście kolację i teraz chcecie się czymś zająć - jest zbyt wcześnie, żeby iść spać, a duża ilość osób może oznaczać ciekawie spędzony czas. Ktoś proponuje grę w "smee". Nie słyszeliście o niej wcześniej? To nic. Jej zasady są bardzo podobne do gry w chowanego. Tyle że podczas całej zabawy trzeba zachować ciszę. I zgasić wszystkie światła, tak żeby dom pogrążył się w ciemności. W takich warunkach trudno zauważyć, że w grze - oprócz zaproszonych gości - bierze udział ktoś jeszcze. Ktoś, z kim nikt z was nie chciałby się spotkać...

Alfred McLelland Burrage był brytyjskim pisarzem żyjącym w latach 1889-1956. Za życia był znany głównie z twórczości dla młodzieży, natomiast już po jego śmierci sławę zyskały jego ghost stories. "Smee" jest właśnie jedną z nich. 


Opowiadanie jest bardzo dobre i oddziałuje na wyobraznię. Bo chociaż od samego początku domyślamy się, kim jest dodatkowa osoba i co mogło się stać, to i tak z uwagą śledzimy losy gry i obserwujemy, jak goście powoli zaczynają wyczuwać coś dziwnego i tracą ochotę do wszelkiej zabawy. Dodatkową zaletą tekstu jest jego forma. Najpierw poznajemy inną grupę osób, chcących wesoło spędzić wigilijny wieczór. Kiedy zostaje zaproponowana gra w chowanego, jeden z uczestników zdecydowanie odmawia. Reszta chce wiedzieć, co się stało, co wywołało jego sprzeciw. I wtedy bohater opowiada historię o grze w chowanego, która zakończyła się tragicznie. A pózniej o grze w smee, w której sam brał udział. Trzeba przyznać, że ta druga opowieść jest o wiele bardziej niepokojąca.

Podobnie jak w opowiadaniu opisywanym poprzednio, nie poczujecie tutaj świątecznego klimatu. Po prostu wszystko dzieje się w wigilijny wieczór. Za to, w odróżnieniu od "A Strange Christmas Game", ten tekst jest o wiele lepiej napisany i budzi większe emocje. Przynajmniej do mnie bardziej trafił. I chyba już nie chciałabym bawić się w chowanego (a tym bardziej w smee) w czyimś domu. A zdarzało mi się.

Moja ocena: 5/6
_________________
Zródło zdjęcia: https://pl.pinterest.com/pin/388365167838756286/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger