Ponure Poniedziałki: Józef Korzeniowski "Narożna kamienica"


Opowiadanie znalazłam w zbiorze "Polska nowela fantastyczna. Ja gorę" (Alfa, 1983 r.)

"Jestem metr* tańca, do którego zapraszam ludzi wtedy, kiedy sobie tego najmniej życzą i kiedy o mnie najmniej myślą"
Wybrałeś się na wieczorny spacer. Jest mgła, pada drobny deszcz, a ty przeciskasz się przez tłum przechodniów. Nie we wszystkich oknach domów, które mijasz po drodze, widać światło. Kiedy jednak dochodzisz do dużej, narożnej kamienicy, widzisz dokładnie ludzi na każdym z pięter. Jedni tłoczą się w sklepie na parterze lub w szynku, inni bawią się w sali balowej na pierwszym piętrze, w oświetlonym oknie drugiego piętra stoi zapłakana kobieta. Jeszcze wyżej grupa osób zajmuje się szyciem. Zapamiętaj tę kamienicę. Jeszcze do niej wrócisz, kiedy tylko zapadniesz w sen. Będzie ci towarzyszył dziwny mężczyzna w płaszczu, kapeluszu i okularach, zakrywający twarz. A w każdym mieszkaniu, do którego zajrzycie, wydarzy się tragedia...

Jeśli pomyśleliście, że "Narożną kamienicę" napisał Joseph Conrad, to... byliście blisko;) Józef Korzeniowski był jego stryjem. Żył w latach 1797-1863. Był wychowankiem Liceum Krzemienieckiego, nauczycielem domowym Zygmunta Krasińskiego, a następnie profesorem i dyrektorem w kilku placówkach edukacyjnych. Był również pisarzem i tłumaczem.

Wiem, to nie jest narożna kamienica nocą. Ale jakiś taki mrok czai się po kątach...

Początkowo bardzo sceptycznie podchodziłam do tego opowiadania. Kamienica, jako metafora ludzkiego życia, w którym śmiech przeplata się z płaczem? Ładnie, ale to nie było straszne. Tajemniczy towarzysz narratora, którego tożsamość od razu odgadłam? Zero zaskoczenia. Jednak późniejszy opis wędrówki po kamienicy był już o wiele lepszy. Niby nic mrożącego krew w żyłach, ale i tak... kiedy człowiek sobie uświadomi, jak niewiele czasem brakuje, żeby znaleźć się na miejscu mieszkańców tego domu, kiedy uzmysłowimy sobie, jak bardzo nie mogli przewidzieć tego, co ich spotkało... Pojawia się dreszczyk. Może nie wielki dreszcz przerażenia, ale taki niepokój, który potrafi dręczyć jeszcze przez długi czas od zakończenia lektury.

Opowiadanie mogło się zakończyć jakimś mocniejszym akcentem - właśnie tego często mi brakuje w starszych tekstach grozy. Ale i tak wspomnienie metra w okularach i żółtych rękawiczkach uważam za dobre podsumowanie całości.
Krótko: "Narożna kamienica" nie straszy, ale klimat drugiej części opowiadania i ogólna refleksja z niego płynąca były wystarczającym powodem, żeby znalazło się ono w Ponurych Poniedziałkach. Może po lekturze będziecie trochę inaczej patrzeć na oświetlone okna domów, które mijacie podczas wieczornych spacerów...?
"I odrzucił płaszcz, i przesłał mi ręką w żółtej rękawiczce pocałowanie od ust, a raczej od zębów wyszczerzonych i dziwacznie śmiejących się."
Moja ocena: 4,5/6

*dawniej: nauczyciel

Opowiadanie przeczytane również w ramach wyzwania "Groza z zamierzchłych czasów"

_________________
Źródło zdjęcia: http://www.sitebuilderreport.com/stock-up/1229/ 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger