poniedziałek, 31 marca 2014

Ponure Poniedziałki: Joe Hill i Stephen King "W wysokiej trawie"

Opowiadanie jest dostępne w formie e-booka lub audiobooka.

Kiedy dwóch bardzo dobrych pisarzy łączy swoje siły, możemy oczekiwać, że powstanie coś naprawdę godnego uwagi. Wprawdzie Hillowi jeszcze daleko do swojego sławnego ojca, ale czytałam niektóre jego prace i wiem, że stać go na wiele. Czy tym razem obaj autorzy wspięli się na wyżyny swoich możliwości?

Fabuła opowiadania jest dosyć prosta. Główni bohaterowie (bohaterzy?) to rodzeństwo, Cal i Becky. Podróżują razem przez Stany - dziewczyna jest w ciąży, a brat chce ją zabrać z miejsca gdzie do tej pory studiowała i odwieźć do rodziny. Po drodze młodzi ludzie zatrzymują się w dziwnym, jakby opuszczonym miasteczku, z górującym nad nim kościołem pod wezwaniem Czarnego Kamienia Odkupiciela. Z rosnącej w pobliżu wysokiej trawy dobiega dziecinny głos, wzywający pomocy. Rodzeństwo, chcąc pomóc zagubionej w tym gąszczu osobie, nieopatrznie wkracza w niebezpieczny rejon. A tam, jak łatwo się domyślić, nie czeka na nich nic przyjemnego...


Ktoś napisał w opinii na Lubimy Czytać, że ma wrażenie, jakby początek opowiadania napisał King, a jego drugą część Joe Hill. Zapewne podział pracy wyglądał nieco inaczej, ale nie mogę się nie zgodzić z tym stwierdzeniem. Tekst zaczyna się w sposób bardzo typowy dla Kinga (starszego). Mamy krótkie przedstawienie sytuacji, dwójkę ludzi w podróży, małe miasteczko i niepokojące wydarzenia. Mamy również liczne nawiązania do popkultury (np. do "The Walking Dead", serialu który King ogląda, sądząc z jego wpisów na twitterze) i tak charakterystyczny dla pisarza sposób wplatania w tekst myśli bohaterów. To ostatnie widoczne jest zresztą w całym opowiadaniu. Wszystko zapowiada się bardzo dobrze. I chociaż mamy do czynienia z często wykorzystywanymi przez Stephena Kinga schematami, nie możemy się nudzić.

Nie da się jednak ukryć, że później napięcie opada. Niby wszystko jest w porządku - dostajemy przerażające (choć dosyć oczywiste) wyjaśnienie zagadki wysokiej trawy, kilka zwrotów akcji i parę makabrycznych opisów. Całości jednak czegoś brakuje. To nie są King i Hill w najlepszym wydaniu. Potrafią lepiej wykorzystać znane motywy i bardziej przestraszyć czytelnika. Tutaj niektórych zachwycą, inni jednak będą znudzeni. Zakończenie jest przewidywalne, napięcie znika gdzieś w połowie, a czytelnikowi przychodzą do głowy tytuły innych opowiadań Kinga, w których pojawiały się podobne wątki.

Mimo wszystkich wyliczonych przeze mnie wad - nie jest źle. To naprawdę dobry tekst. Po prostu od tych autorów można było oczekiwać czegoś więcej.

Moja ocena: 4/6
_________________
Źródło zdjęcia: unsplash.com

środa, 26 marca 2014

Thomas Harris "Hannibal"

Autor: Thomas Harris
Tytuł: "Hannibal"
Tytuł oryginału: "Hannibal"
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2003
Liczba stron: 301
"Myślę, że łatwo pomylić zrozumienie z empatią: tak bardzo jej pragniemy [...] Przykra jest świadomość, że ktoś może nas rozumieć, lecz niekoniecznie lubić. Najgorsze, żę zrozumienie może być wykorzystane jako narzędzie drapieżnika."
"Hannibal" to trzecia książka z cyklu o doktorze Lecterze. Jeśli ktoś nie zna poprzednich części, zapraszam tutaj: "Czerwony smok", "Milczenie owiec"

Od wydarzeń opisanych w "Milczeniu owiec" minęło siedem lat. Hannibal Lecter nadal przebywa na wolności. Ściga go nie tylko FBI. Wydaje się, że o wiele bardziej zainteresowany złapaniem go jest Mason Verger - potwornie okaleczony były pacjent (i ofiara) Lectera. Pragnienie zemsty może być niezwykle silną motywacją...

Podczas lektury tej części mogłam naprawdę dobrze poznać doktora Lectera. Z fascynacją i lekkim rozbawieniem czytałam o jego nowej pracy we Florencji, gdzie się przez jakiś czas ukrywał - o tajemniczym zniknięciu jego poprzednika, a także o zaginięciu pewnego niezbyt utalentowanego muzyka, który psuł występy miejscowej orkiestry kameralnej. Później, kiedy poznawałam problemy Clarice Starling i makabryczne plany Vergera, już się nie uśmiechałam. A podczas lektury jednej z ostatnich scen (dodam tylko, że chodziło o mózg) moja mina musiała być bezcenna. 

Doktor Lecter zafascynował mnie jeszcze bardziej, niż do tej pory. Doceniłam też wysiłki twórców serialu ("Hannibal"), którzy wykorzystując postaci i motywy z książek Thomasa Harrisa (głównie z "Czerwonego smoka") i dodając swoje pomysły, stworzyli niezłą produkcję (nie napiszę, że serial jest bardzo dobry czy zachwycający, bo tak nie uważam). Mads Mikkelsen idealnie pasuje do roli doktora Lectera - takiego, jakim był jeszcze przed uwięzieniem, nieco mniej mrocznego niż u Harrisa. Pięknie przedstawiono zamiłowanie Hannibala do wykwintnej kuchni, muzyki klasycznej i ekskluzywnych przedmiotów, szczególnie widoczne również w opisywanej przeze mnie teraz powieści. 

Podoba mi się konstrukcja tej książki - podział na części i rozdziały, a także zaproszenie czytelnika do bezpośredniej obserwacji niektórych zdarzeń. Ma się wrażenie, że wraz z pisarzem możemy podglądać z ukrycia poczynania Lectera. Dobrze było też poznać mind palace, a raczej pałac pamięci doktora. Chociaż nie chciałabym odkryć wszystkich jego sekretów...

Nie podobały mi się natomiast niezgrabnie sformułowanie zdania, na które od czasu do czasu natrafiałam. Nie wiem jednak, na ile było to winą autora, a na ile tłumaczenia. 

W każdym razie - polecam. Choćby po to, żeby przekonać się, co się stało z Clarice Starling - osobą, która chyba jako jedyna w FBI poważnie podeszła do pościgu za Lecterem i która zapłaciła wysoką cenę za swoją fascynację jego osobą...

Moja ocena: 5/6

Hannibal approves

________________
Źródła zdjęć:
1. Produkcja własna.
2 i 3. http://www.nbc.com/hannibal/photos/sorbet/281346

poniedziałek, 24 marca 2014

Ponure Poniedziałki: Stefan Darda "Spójrz na to z drugiej strony"

Opowiadanie pochodzi ze zbioru "15 blizn" (Replika, 2011). Można je także przeczytać tutaj.

Magda, matka dwójki bliźniąt, sama posiadająca siostrę bliźniaczkę, nie może się ostatnio dogadać ze swoim mężem. Okazją do wyjaśnienia pewnych spraw może być weekendowy wyjazd do Zarzecza - małej miejscowości, w której rodzina posiada domek letniskowy. Jednak od rana nic nie idzie po myśli Magdy - kobieta źle się czuje, kłóci się z mężem, a dodatkowo przypomina sobie o śnie, który miała tej nocy. Tym samym, który nawiedził także jej bliźniaczkę. Powtarzający się koszmar zawsze był zapowiedzią śmierci bliskiej osoby. Na kogo padnie tym razem?

Że zdjęcie nie bardzo pasuje do treści opowiadania? A tam, cicho być!

Stefan Darda bawi się z czytelnikiem w kotka i myszkę. Prawie do samego końca nie możemy być pewni, kto tak naprawdę stanowi zagrożenie i kto będzie ofiarą. A może nikt nie zginie? Jak na dobry horror przystało, także i tutaj mamy do czynienia z niepokojącym zakończeniem. Kiedy wydaje się, że wszystko jest już w porządku... nagle wracamy do punktu wyjścia.

To opowiadanie mogłoby być podstawą do nakręcenia interesującego horroru lub thrillera. Nie jest niesamowicie oryginalne (motyw snów, więzi pomiędzy bliźniaczkami, choroby psychicznej, domku w lesie...autor pozbierał typowe motywy z różnych filmów grozy) ale i tak intryguje.

Czytało się bardzo przyjemnie (ciekawe, czy to może być komplement, jeśli mówimy o horrorach), tym bardziej że autor naprawdę starał się zmylić czytelnika. Nie mam też zastrzeżeń do stylu Stefana Dardy. Poza tym, jest to jeden z moich ulubionych polskich pisarzy. 
Dlaczego więc taka ocena? Nie bałam się podczas lektury. I, mimo wszystko, liczyłam na trochę lepsze wyjaśnienie całej sytuacji. Ale przyznaję, że zakończenia się nie spodziewałam.

Moja ocena: 4,5/6
______________________
Źródło zdjęcia: unsplash.com

piątek, 21 marca 2014

Jane Austen "Duma i uprzedzenie"

           
                   
Nie, to nie jest okładka
tego wydania;) 




Autor: Jane Austen
Tytuł: "Duma i uprzedzenie"
Tytuł oryginału: "Pride and prejudice"
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Rok wydania: 2005
Liczba stron: 278








"Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony"
Kto nie zna tej powieści albo oglądał tylko film/serial lepiej niech się nie przyznaje;) A poważnie - "Duma i uprzedzenie" to już klasyka literatury. Jest to zarazem bardzo dobra książka. Mam świadomość, że nie wszystkim się spodoba, ale warto chociaż spróbować się z nią zmierzyć.

O co chodzi? Czyli krótki opis fabuły.
Anglia, przełom XVIII i XIX wieku. Główną bohaterką jest Elżbieta Bennet, córka niezbyt zamożnego, choć szlachetnie urodzonego ojca i mało rozgarniętej matki, siostra Jane, Mary, Kitty i Lidii. Życiowym celem pani Bennet jest jak najkorzystniejsze wydanie swoich córek za mąż. Kiedy więc rodzina otrzymuje wiadomość, że sąsiedni majątek stał się własnością pana Bingleya - młodego, bogatego kawalera - matka od razu zaczyna snuć wielkie plany. I rzeczywiście, Bingley wyraźnie interesuje się Jane, najstarszą i najpiękniejszą z dziewcząt. Razem z młodzieńcem do Netherfield przybył jego przyjaciel, pan Darcy. Szybko został on w powszechnej opinii uznany za gbura i niezwykle dumnego człowieka, a jego najzagorzalszą przeciwniczką stała się Lizzy Bennet. To jednak nie koniec tej historii. Okaże się, że zarówno duma, jak i uprzedzenie nie są najlepszymi doradcami. 

Nie czytałam tej książki po raz pierwszy. A to nie jest klasyczna recenzja. To tylko kilka moich przemyśleń. I pretekst do wrzucenia obrazków, które znalazłam w sieci;) Jeśli szukacie tekstu naukowego, poważnej analizy utworu, to źle trafiliście. Jeżeli chcecie porozmawiać o powieści i pozachwycać się panem Darcym - zapraszam!

Uwaga, możliwe spoilery!

Widać, że Jane Austen posiadała poczucie humoru i niesamowity zmysł obserwacji. Z ironią opisuje współczesne jej angielskie społeczeństwo, każda postać jest bardzo dobrze scharakteryzowana, a jej wybory umotywowane. Dodajmy do tego wątek romansowy. Całość przedstawia się bardzo interesująco.


Moi ulubieni bohaterowie? Oczywiście Elżbieta i pan Darcy. Jane była dobrą, łagodną dziewczyną, choć zbyt naiwną. Z takim usposobieniem idealnie pasowała do dobrodusznego Bingleya. Elżbieta natomiast potrafiła wydawać trafne sądy o ludziach, była bardzo bystra, a przy tym niepozbawiona poczucia humoru. I jak tu jej nie lubić? O panu Darcym mogłabym napisać bardzo dużo. Ale... czy nie lepiej po prostu o nim poczytać?

Nie ukrywam, chciałabym być podobna do Elżbiety. Na razie jednak czuję, że bliżej mi do Charlotty Lucas. Wiecie, że to niedobrze. Ale nie martwcie się, ja nie przyjęłabym oświadczyn pana Collinsa. Tak zadufany w sobie i irytujący osobnik wyzwoliłby we mnie chęć mordu. A to nie wróżyłoby dobrze przyszłemu małżeństwu. 

Irytowały mnie Kitty, Lidia i pani Bennet. Mary natomiast wzbudzała pełen politowania uśmiech. Ale te postaci takie właśnie miały być, miały służyć wyśmianiu ludzkiej głupoty. I udało się. Trochę szkoda mi było pana Benneta, chociaż tak naprawdę sam był sobie winien.

Dobrze raz na jakiś czas powrócić do Longbourn. Jeszcze lepiej - odwiedzić Pemberley;)

Moja ocena: 5/6


_____________________
Źródła zdjęć:
1. http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/48/41/90/48419075c85e0ebca18351178568d34a.jpg
2. http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/bf/ee/20/bfee205db006369efd538d0dccd83dd2.jpg
3. http://media-cache-ak0.pinimg.com/736x/ed/49/bd/ed49bd603d47b35ed95b1eb775cffdfc.jpg
4. http://media-cache-cd0.pinimg.com/736x/b4/24/25/b42425abf6b366f0e7a53fa90bf69e92.jpg

środa, 19 marca 2014

Szymun Wroczek "Piter"






Autor: Szymun Wroczek
Tytuł: "Piter"
Tytuł oryginału: "Питер"
Wydawnictwo: Insignis
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 595






"Na widok szerokich, wymarłych ulic Petersburga przechodzą człowieka ciarki. Kronsztad zaludniają widma marynarzy; po Carskim Siole, z jego ogromnym parkiem i pałacem, zostało tylko wspomnienie"
Kolejna powieść z Uniwersum Metro 2033 (osoby niezorientowane w temacie odsyłam tutaj) które zostało stworzone przez Dmitrija Glukhovskiego. Tym razem, podobnie jak w przypadku "Do światła" Andrieja Diakowa, autor zabiera nas do metra w Petersburgu.
Głównym bohaterem książki jest Iwan Mierkułow. To digger (petersburska wersja słowa stalker, określającego ludzi wyprawiających się na powierzchnię w celu zdobycia zapasów) mieszkający na stacji Wasilieostrowska. Iwan właśnie ma wziąć ślub z piękną Tanią, jednak jego plany krzyżuje wybuch wojny - kradzież agregatu prądotwórczego, który jest sercem stacji, trzeba przecież pomścić. Ten konflikt to dopiero początek problemów Iwana. Szybko okaże się, że nie wszystkim przyjaciołom można ufać, a odpowiedzi na niektóre pytania trzeba szukać daleko poza granicami metra.

Czytałam różne opinie na temat tej powieści. Jedni twierdzą, że jest lepsza niż "Metro 2033" (powszechnie uznawane za najlepszą pozycję z Uniwersum), inni piszą, że gorszej książki w życiu nie czytali. A ja... mi się po prostu podobało.
"- Za kogo pan nas ma, Wania? - Profesor patrzył mu prosto w oczy. - Chociaż w odróżnieniu od was, diggerów, jesteśmy dziećmi książek, to... Niech mi pan wierzy, Iwanie. Czytaliśmy w dzieciństwie właściwe książki"
Początkowo miałam problem z nieco dziwnym sposobem narracji - oprócz opisywanych wydarzeń i wypowiedzi bohaterów poznajemy również myśli postaci (głównie Iwana), wyrażone potocznym językiem i przeplatane cytatami. Brzmi strasznie? Wcale takie nie jest. Przyzwyczaiłam się dosyć szybko. Poza tym dzięki takiemu zabiegowi można lepiej poznać bohaterów powieści i zrozumieć ich postępowanie. To lepsze niż suchy opis poszczególnych zdarzeń. 
Doceniam również ironię autora i jego poczucie humoru. A zarazem umiejętne połączenie elementów komediowych, fantastycznych i dramatycznych. W efekcie powstała bardzo dobra powieść.

Jeśli chodzi o wady, mogę wymienić literówki i kilka niezgrabnie sformułowanych zdań. Jednak nie do końca jest to wina autora - błędy mogły równie dobrze powstać podczas tłumaczenia.

Podobało mi się, że bohaterzy powieści byli naprawdę inteligentni - posiadali dużą wiedzę o metrze i o świecie (przynajmniej jak na tamtejsze warunki). Ich rozmowy i komentarze bywały naprawdę mądre, a przy tym niepozbawione złośliwości. Moją ulubioną postacią był Uberfuhrer - skin i faszysta.
"- Nie lubię faszystów - powiedział Iwan beznamiętnym tonem. - Debile z nich, z odmrożonym mózgiem. Tak uważam.
Uberfuhrer zmienił się na twarzy.
Tu Iwan uznał, że zaraz będą go bić w mordę i przygotował się. Zamiast tego Uberfuhrer zaczął chichotać.  [...]
- My jesteśmy prawdziwi skini. Czerwoni. Patrz, brachu. - Uberfuhrer podwinął rękaw, odsłaniając żylaste przedramię z tatuażem - sierp i młot otoczonym przez wieniec laurowy"
Szymun Wroczek napisał dobrą powieść, idealnie pasującą do Uniwersum. Jest metro, jest klimat, są potwory, są jeszcze potworniejsi ludzie... Nie zabrakło również humoru, ironii i dramatycznych wydarzeń. Po prostu - polecam.

Moja ocena: 5/6
___________________
Źródła zdjęć:
1. Produkcja własna.
2. http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/d6/2b/fd/d62bfd92b2a713a7185ae3190ded7dc7.jpg
3. http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/9a/32/fe/9a32fea8bf1e85484a583c71a208e93c.jpg

poniedziałek, 17 marca 2014

Ponure Poniedziałki: edycja specjalna. Najkrótszy horror świata.

Dzisiaj będzie krótko. Bo i tekstu, który chcę Wam zaprezentować, nie można nawet nazwać opowiadaniem. Składa się tylko z dwóch zdań. Dziwnie byłoby pisać analizę dłuższą niż sam tekst, więc...
Panie i panowie, oto "Knock", a sweet little horror story:


Co o tym myślicie? Ta historia niezwykle działa na moją wyobraźnię...

***

Kilka dni temu dostałam wiadomość od autora "Zupy z gawronów" - opowiadania, o którym wspominałam jakiś czas temu w Ponurych Poniedziałkach. Pan Paweł Mateja wyjaśnił kwestię publikacji antologii "Nowa", nad którą zastanawialiśmy się w komentarzach. Jest to zbiór konkursowy, a dopiero po jego wydaniu jedno z opowiadań (tytułowy tekst Marka Grzywacza) ukazało się w serwisie Horror Online.
Pan Paweł przy okazji polecił mi kilku godnych uwagi polskich autorów. Miło było otrzymać taki e-mail;)
________________________
Źródło zdjęcia: http://www.pinterest.com/pin/483574078711559714/

sobota, 15 marca 2014

Ira Levin "Dziecko Rosemary"




Autor: Ira Levin
Tytuł: "Dziecko Rosemary"
Tytuł oryginału: "Rosemary's Baby"
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 1988 (powieść po raz pierwszy została wydana w USA w 1967 roku)
Liczba stron: 236





"Dziecko Rosemary". Kto nie słyszał tego tytułu? Większości osób kojarzy się pewnie z filmem Romana Polańskiego z 1968 roku. Nie wszyscy jednak wiedzą, że pierwsza była powieść Iry Levina.

Rosemary i jej mąż Guy to młode małżeństwo szukające mieszkania. Nieoczekiwanie spotyka ich wielkie szczęście (tak im się przynajmniej wydaje). Zwalnia się apartament w Bramfordzie - ogromnym, pięknym, starym budynku w centrum Nowego Jorku. Szybko się tam wprowadzają, a po tragicznym wypadku - samobójstwie jednej z lokatorek - zawierają znajomość ze starszą parą mieszkającą w sąsiedztwie. Wkrótce Rosemary zachodzi w ciążę, a jej życie zamienia się w piekło - i to dosłownie...

Mia Farrow jako Rosemary
Powieść jest horrorem satanicznym. Czyli takim, w którym wyraźnie zaakcentowana jest postać diabła. Tutaj wprawdzie osobiście pojawia się on tylko raz, ale złowroga obecność jest wyczuwalna przez cały czas lektury. 
Z drugiej strony, książka nie przeraża (a przynajmniej tak było w moim przypadku, za innych nie odpowiadam). Jest za to groteskowa - w końcu czy grupa miłych, choć nieco uciążliwych, staruszków może się okazać bandą satanistów? Mimo wszystko, kolejne podejrzane wydarzenia, z pozoru niewinne (Czy nie przyjmiesz pięknego, srebrnego wisiorka od uroczej starszej sąsiadki? Czy odmówisz staruszce, kiedy zaprasza cię na obiad albo nieoczekiwanie przychodzi do ciebie z pysznym deserem?) wzbudzają w Rosemary - i w czytelniku - niepokój. Dodatkowo zakończenie powieści jest nieco zaskakujące. I tutaj już naprawdę można się przestraszyć. 

O wiele bardziej podobała mi się pierwsza część książki, kiedy jeszcze nie wszystko było takie oczywiste i kiedy Rosemary była radosną, pełną życia kobietą. Chociaż później też nie mogłam oderwać się od lektury - pomimo tego, że mniej więcej wiedziałam, co się wydarzy. Wszystko było tak...typowe dla horrorów. I własnie to mi się podobało. Żałuję tylko, że autor nie poświęcił więcej uwagi postaci Guya. Jakie były jego motywy? A może działał wbrew swojej woli? Naprawdę mnie to zainteresowało.

Macie ochotę na dobry, klasyczny horror z elementami groteski? Nie przeszkadzają Wam motywy sataniczne? Sięgnijcie po powieść Iry Levina. 

PS. Wiecie, że nie oglądałam filmu? 

Moja ocena: 4,5/6


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania

______________
Źródła zdjęć:
2. http://media-cache-ak0.pinimg.com/736x/2b/83/cf/2b83cfcea614192b3af1f57e25debe67.jpg
3. http://3.bp.blogspot.com/-JF-D5DAElN8/UxLlwNAHSFI/AAAAAAAADZM/hcsOqMaKKPM/s1600/ZZ.jpg

środa, 12 marca 2014

Suzanne Collins "Igrzyska śmierci"



Autor: Suzanne Collins
Tytuł: "Igrzyska śmierci"
Tytuł oryginału: "The Hunger Games"
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 350




Zastanawiałam się, czy jest sens pisać o tej powieści. Duża liczba osób czytała książkę lub oglądała film (albo jedno i drugie). Ostatecznie doszłam do wniosku, że to mój blog i mogę tutaj publikować, co chcę;) Ale to nie będzie zwykła recenzja.

Dla niezorientowanych w temacie (są jeszcze tacy?) krótki opis fabuły. Główną bohaterką jest Katniss Everdeen, szesnastolatka mieszkająca w Panem (państwie powstałym na miejscu dawnych Stanów Zjednoczonych), w Dwunastym Dystrykcie. W Panem co roku organizowane są tzw. Głodowe Igrzyska, w których biorą udział 24 osoby w wieku od 12 do 18 lat, po parze (dziewczyna i chłopak) z danego dystryktu. Zasady? Tylko jedna: nie dać się zabić. Wygrywa ostatnia osoba, która przeżyje. Igrzyska mają przypominać obywatelom Panem o buncie, który kiedyś wzniecili. Są dla nich karą. Do udziału w Igrzyskach zostaje wylosowana młodsza siostra Katniss. Dziewczyna, chcąc chronić Prim, zgłasza się zamiast niej - jako ochotniczka.

Jeżeli chcecie pominąć mój niezgrabny opis, oto zwiastun filmu - będącego dosyć dokładną ekranizacją powieści.


Dużo osób pisało już o wadach i zaletach tej książki. Od siebie dodam, że jest to naprawdę dobra dystopia, którą mogę polecić nie tylko młodzieży. Katniss nie jest głupią nastolatką, która myśli tylko o chłopakach i nowych strojach - to mądra, odważna, nieco specyficzna dziewczyna. Miła odmiana po setkach nierozgarniętych bohaterek, dla których życiowym celem jest znaleźć księcia z bajki. Sama fabuła nie jest natomiast pretekstem do stworzenia oryginalnego wątku miłosnego. Tutaj chodzi też o coś więcej.
Naprawdę podoba mi się Katniss i jej sposób myślenia (Ona myśli! A Bella ze "Zmierzchu" tylko się zastanawia... i to czasami.) Chociaż nieco irytowało mnie to, że nie dostrzega prawdziwych uczuć Peety. Ale umówmy się - była akurat zajęta walką o przetrwanie.
Sam pomysł Głodowych Igrzysk był... niezwykły. I przerażający. Wprawdzie nie jest to nowa idea - podobny motyw wykorzystał Stephen King w "Wielkim marszu" (1979r.), ale zapewne i on nie był pierwszy. Mimo wszystko "Igrzyska..." wyróżniają się pewną innowacyjnością. Dodatkowo autorce udało się stworzyć powieść, od której naprawdę ciężko się oderwać. Punkt dla niej (Jak wiadomo - "the points don't matter". Ale nikt nie zabronił mi ich przyznawać;)

Nie, nie czytałam kolejnych części. Soon...

Moja ocena: 5/6

Jak widać, nie był to zbyt mądry tekst. Raczej zbiór luźnych przemyśleń. Jeżeli chcecie napisać coś więcej niż "na pewno przeczytam" i porozmawiać o książce albo filmie, serdecznie zapraszam!


_____________________
Źródła zdjęć:
1. http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/134000/134209/155x220.jpg
2. http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/9d/da/87/9dda878b496b8c2db7f4cfd112c1ce32.jpg
3. http://media-cache-ak0.pinimg.com/736x/f2/34/08/f23408d044d6ad959d5e0c5c293d6cdc.jpg
4. http://media-cache-ak0.pinimg.com/736x/95/7e/99/957e99eb26c59b4b6153642b28402624.jpg

poniedziałek, 10 marca 2014

Ponure Poniedziałki: Magdalena Kozak "Strasznie mi się podobasz"

Opowiadanie pochodzi z antologii o tym samym tytule, o której możecie poczytać tutaj.
Jest również dostępne za darmo w tym miejscu.


Główną bohaterką - i jednocześnie narratorką - opowieści jest lekarka biorąca udział w misji wojskowej w Afganistanie. Całość mogę streścić słowami: krew, pot i łzy. I jeszcze: tajemniczy, niebieskooki major. Nie, to nie jest historia miłosna. To przecież horror, zapomnieliście?

Ciężko mi napisać coś więcej o fabule - tak, żeby nie zdradzić zbyt dużo. Najważniejsze w tym opowiadaniu jest zakończenie. Przyznaję, nie było to dla mnie dużym zaskoczeniem, część moich domysłów się sprawdziła. Mimo to, ostatnie zdania wbijają w fotel.


Może zastanawiacie się, dlaczego znowu sięgnęłam po polskie opowiadanie, skoro ostatnio tak bardzo się zawiodłam? Cóż, jestem uparta. I miałam szczęście - tekst Magdaleny Kozak bardzo mi się spodobał.
Przede wszystkim, autorka wie, o czym pisze. Sama pracuje jako lekarz w szpitalu wojskowym, brała też udział w misji w Afganistanie (VII i XII zmiana Polskiego Kontyngentu Wojskowego). Tekst najeżony jest specjalistycznym słownictwem, zrozumiałym głównie dla żołnierzy. Nie przeszkadzało to jednak w czytaniu. Najważniejsze zwroty zostały wyjaśnione, reszty można było się domyślić. Nie znalazłam błędów interpunkcyjnych, ortograficznych czy gramatycznych - i to jest ogromny plus (biorąc pod uwagę, z czym ostatnio przyszło mi się zmierzyć). Lektura była bardzo przyjemna. Dodajmy do tego zakończenie, o którym wspomniałam wcześniej - nieco przewidywalne, ale mimo wszystko najlepsze, jakie można było wymyślić - i otrzymamy opowiadanie nominowane do Nagrody Zajdla za 2011 rok. I jednocześnie utwór, którego nie wstydzę się polecić.

Moja ocena: 4,5/6
________________
Źródło zdjęcia: unsplash.com

piątek, 7 marca 2014

Gioia Diliberto "Kolekcja"




Autor: Gioia Diliberto
Tytuł: "Kolekcja"
Tytuł oryginału: "The Collection. A Novel"
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 349



Czy są wśród Was osoby zainteresowane modą? A może takie, które same potrafią projektować, szyć i z kawałka materiału wyczarowywać piękne stroje? Taka była Isabelle Varlet, główna bohaterka "Kolekcji". 
Isabelle to młoda dziewczyna, która nauczyła się krawiectwa od swojej babci, a następnie w pracowni madame Duval. Po tragicznej śmierci narzeczonego Isabelle opuściła rodzinną miejscowość i wyjechała do Paryża. Był rok 1919, niedawno skończyła się wojna. Utalentowana dziewczyna dostała pracę w Domu Mody Chanel. To mógł być początek wspaniałej kariery. Jednak nie jest łatwo przetrwać w świecie wielkich projektantów...

Gabrielle Chanel
Od razu zaznaczę - nie czytajcie opisu na okładce. To w zasadzie streszczenie książki. 
Na kartach powieści, oprócz postaci fikcyjnych (Isabelle, madame Duval, projektant Fabrice...) pojawiają się również prawdziwe osoby, takie jak Coco Chanel, Jean Patou czy Misia Godebska. Podczas pisania autorka korzystała z wielu biografii oraz prac opisujących świat mody i realia życia we Francji w dwudziestoleciu międzywojennym. Nie mam dużej wiedzy na ten temat, ale wydaje mi się, że pani Diliberto udało się w odpowiedni sposób przedstawić charakter postaci historycznych oraz atmosferę tamtego Paryża.

Nie interesuję się modą. Na "Kolekcję" natrafiłam przypadkiem w bibliotece. Pomyślałam, że spróbuję i że - jeśli książka mi się nie spodoba - po kilkudziesięciu stronach po prostu ją odłożę. Nie odłożyłam. Zaciekawiła mnie opowieść Isabelle oraz wizja krawiectwa przedstawianego nie jako rzemiosło, lecz jako sztuka. Nie potrafiłam sobie dokładnie wyobrazić opisywanych kreacji, znalazłam jednak później różne projekty Chanel w Internecie - i naprawdę mi się spodobały.

Styl autorki jest lekki, a cała historia ciekawa. Powieść zyskuje dzięki postaci Chanel - charyzmatycznej, utalentowanej, upartej, potrafiącej powiedzieć o modelkach, którym płaciła zbyt mało: "To piękne dziewczyny. Niech sobie znajdą kochanków!"
W książce znajdziemy również wątek miłosny. Jest on jednak delikatnie zarysowany, amatorki romansów mogą więc być zawiedzione;)

Całość przeczytałam z przyjemnością. Żałowałam tylko, że postać Daniela - przyjaciela Isabelle - pojawiała się zbyt rzadko, a relacjom pomiędzy bohaterami poświęcono mniej miejsca niż opisom szycia kolejnych sukienek. Mimo wszystko, jest to powieść przede wszystkim o modzie - o tym, że to prawdziwa sztuka i że zaangażowanie się w nią może mieć istotny wpływ na nasze życie. 
"Wiesz, że zaczęłam projektować sukienki przez przypadek? - zapytała [Chanel], przyglądając się swojemu odbiciu przez ramię. - Mogłam poświęcić życie czemuś innemu. Nie mam obsesji na punkcie sukienek - mam obsesję na punkcie pracy. - Wsparła dłonie na biodrach i spojrzała prosto na mnie. - W życiu jest czas tylko na dwie rzeczy, Varlet: na pracę i na miłość. Na nic więcej nie ma miejsca. Miłość jest bardzo ważna. Nie myśl, że to nieprawda. Kobieta, ktorej nikt nie kocha, jest zgubiona"
Moja ocena: 4,5/6
____________________
Źródła zdjęć: 
1. http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/42000/42045/155x220.jpg 
2. http://www.gioiadiliberto.com/components/img/gallery/coco029.jpg
3. http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/2d/08/cb/2d08cba86991aac0d50e8803aac90120.jpg
4. http://media-cache-ak0.pinimg.com/736x/88/87/39/8887396a668ef85c95162fb68330c943.jpg

środa, 5 marca 2014

Hakan Nesser "Kobieta ze znamieniem"




Autor: Hakan Nesser
Tytuł: "Kobieta ze znamieniem"
Tytuł oryginału: "Kvinna med fodelsemarke"
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 328



Zabito mężczyznę w średnim wieku. Ofiara otrzymała cztery strzały - dwa w klatkę piersiową, dwa w krocze. Podobno kilka dni przed morderstwem mężczyzna zaczął odbierać dziwne telefony. W słuchawce nie było słychać żadnego głosu, tylko muzykę. Starą piosenkę, kojarzącą się niejasno z jakimś wydarzeniem z przeszłości. Niedługo po tym dochodzi do kolejnej zbrodni, której okoliczności są bardzo podobne. Komisarz Van Veeteren, wraz z innymi policjantami, stara się złapać sprawcę. Nie jest to jednak proste, kiedy nie ma prawie żadnych śladów.

To moje pierwsze spotkanie z Hakanem Nesserem. Niezbyt udane. Zaczynanie lektury od 4 części serii nigdy nie jest najlepszym pomysłem, ale i sama książka pozostawia dużo do życzenia. Zacznijmy jednak od zalet, a raczej od jednej zalety: Van Veeteren - marudny, ironiczny, nieuprzejmy. Dokładnie tak, jak ja;) Polubiłam go, chociaż nie otrzymałam o tej postaci zbyt wielu informacji.
"Van Veeteren przełamał wykałaczkę. Wyglądał na dość zadowolonego. To znaczy na tyle, na ile mógł sobie teraz na to pozwolić, a za bardzo nie mógł. Mimo to Reinhart zauważył jego minę.
- Co z tobą? - zapytał. - Źle się czujesz?"
Teraz wady. Sprawcę poznajemy już na początku - co nie jest złym pomysłem - motyw zostaje wyjaśniony pod koniec powieści. Jest on jednak oczywisty i naprawdę nietrudno się go domyślić. Przy okazji wychodzi na jaw ignorancja (albo brak wyobraźni) policjantów. Każda ofiara - mężczyzna - otrzymuje strzały w krocze. I nikomu nie przyszło do głowy, że sprawcą może być kobieta. Serio...?
Kolejnym słabym punktem jest kreacja bohaterów. O ile motywy morderczyni są zrozumiałe, a ona sama przedstawiona w miarę dokładnie (ale nie tak dobrze, jak np. przestępcy u Mankella), to reszta postaci wypada bardzo blado. Trochę wyróżnia się Van Veeteren. Inni zlewają się w jeden, mało interesujący tłum.


Myślę, że "Kobieta ze znamieniem" to średni kryminał. Sam pomysł na fabułę jest ciekawy, choć mało oryginalny. W powieści brakuje bohaterów, których naprawdę można polubić, bądź takich, którzy mogliby zaintrygować. Może oprócz wspomnianego już komisarza. Brak też napięcia. Zakończenie nieco to rekompensuje. Jednak to za mało. 
Książka może spodobać się miłośnikom Hakana Nessera. Inni (w tym ja) zrobiliby lepiej, gdyby na początku sięgnęli po inną jego powieść.

Moja ocena: 4/6
______________________
Źródła zdjęć:
1. http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/184000/184014/159817-155x220.jpg
2. unsplash.com

poniedziałek, 3 marca 2014

Ponure Poniedziałki: Paweł Mateja "Zupa z gawronów"

Opowiadanie pochodzi ze zbioru "Nowa. Antologia grozy Horror Online", który można pobrać za darmo tutaj.


Małe, górnicze miasteczko. Miasteczko, które umiera. Przez brak pracy, ponurą atmosferę, a także przez grozę czającą się w każdym kącie. Ktoś wspomniał o zarazie, która przybrała postać odzianej na czarno kobiety włóczącej się po ulicach. Ktoś inny zobaczył we śnie robaka wysysającego życie z korzeni miasta. Za to wszyscy widzieli ptaki - gawrony - które wkrótce stały się nieodłącznymi towarzyszami ostatnich mieszkańców miasteczka. Jakby tego było mało, zaczęły znikać dzieci. A Gustawa Majera, woźnego w pobliskiej szkole, zaczęły nawiedzać niepokojące sny...

Jestem coraz bardziej zawiedziona polskimi opowiadaniami grozy. Tym razem sięgnęłam po utwór, który według  nielicznych recenzji i opinii, jakie udało mi się znaleźć, jest jednym z najlepszych w całej antologii. I znowu jestem rozczarowana, bo oczekiwałam czegoś lepszego.

Zacznijmy jednak od zalet. Autor posługuje się ciekawym, wręcz nieco poetyckim językiem. Atmosferę opowiadania można określić słowem: surrealistyczna. Paweł Mateja umiejętnie buduje tez napięcie, wprowadzając do tekstu coraz więcej niepokojących elementów, które i tak nie mogą przygotować czytelnika na dramatyczny finał.

Pomimo wszystkich literackich zabiegów zastosowanych przez autora, nie udało mi się poczuć klimatu umierającego miasteczka. Nie bałam się, nic niepokoiłam. Być może pewien wpływ na to miał fakt, że jednego dnia przeczytałam kilka tego typu opowiadań i byłam już nimi nieco zmęczona.
Zakończenie nie wyjaśniło wszystkich wątpliwości. Czytelnik nie dowiaduje się ostatecznie, jaki rodzaj złych mocy zawładnął miasteczkiem i kim była tajemnicza staruszka, która pojawiła się pewnego dnia w kamienicy Gustawa Majera. Rozumiem, że było to celowe niedopowiedzenie - każdy może sam uruchomić wyobraźnię i spróbować dociec, o co naprawdę chodziło. Nie lubię jednak takich rozwiązań. 

Ostatnią sprawą, do której chciałam się "przyczepić", są błędy. To kolejna tego typu antologia, w której razi brak korekty. Jednak znikające przecinki nie rażą tak bardzo, jak mało logiczna konstrukcja zdań - a ten błąd kilka razy popełnił autor. Po przeczytaniu fragmentu: Ostatniego dnia marca rozpętała się ogromna ulewa, przygrywająca ostatniej zmianie w kopalni. Niedochodowy zakład ostatecznie zamknięto. Deszcz nie przestawał jednak padać ani następnego dnia, ani przez cały tydzień miałam wrażenie, że zamknięcie kopalni miało powstrzymać ulewę. W tekście trafiały się też zdania typu: Drobna, milcząca sylwetka chłopca przecisnęła się między dorosłymi i pobiegła na górę. Nie ułatwiało to czytania. A może tylko ja widzę tutaj błędy? Im dłużej się zastanawiam, tym mniej wiem;)

Podsumowując: opowiadanie nie jest złe, zawiera jednak kilka błędów, których można byłoby się łatwo pozbyć, gdyby ktoś zajął się korektą. Zakończenie mnie nie usatysfakcjonowało, nie byłam też w stanie wczuć się w klimat tego tekstu. Te wszystkie czynniki złożyły się na niższą ocenę. Ale nie znaczy to, że tekst trzeba omijać - przeczytajcie go, chętnie usłyszę opinię innych.

Moja ocena: 4/6
_________________
Źródło zdjęcia: http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/ae/c3/4a/aec34aa5ab0290028a50f2999cdb8c2b.jpg