Ponure Poniedziałki: Roald Dahl "The Landlady" ("Właścicielka pensjonatu")

Opowiadanie w oryginale przeczytałam TUTAJ.
W wersji polskiej zostało opublikowane w zbiorze "Niespodzianki" (Książka i Wiedza, 1984 r.).

"The air was deadly cold and the wind was like a flat blade of ice on his cheeks"
W taką właśnie pogodę siedemnastoletni Billy Weaver przybył do Bath. Była to podróż służbowa. Wysiadłszy z pociągu, chłopak spytał bagażowego o tani hotel w pobliżu dworca. Ten polecił The Bell and Dragon i właśnie tam szedł Billy, kiedy... jego uwagę przyciągnęło ogłoszenie wywieszone w oknie jednego z mijanych domów: "BED AND BREAKFAST". Nie wiedząc nawet, jak i kiedy się to stało, Billy już dzwonił do drzwi, które natychmiast otworzyła niesamowicie sympatyczna kobieta w średnim wieku. Chłopak znalazł nocleg. Wprawdzie właścicielka pensjonatu wydała mu się slightly dotty, a sam przybytek nie gościł aktualnie nikogo (dziwne, za tak niską cenę...), ale Billy stwierdził że przecież nie ma w tym nic bardzo podejrzanego. Co za naiwność.

Opowiadanie opublikowano po raz pierwszy w czasopiśmie The New Yorker w 1959 roku. Rok później trafiło do zbioru Kiss Kiss. Warto wspomnieć, że Roald Dahl (tak, ten od "Charliego i fabryki czekolady") otrzymał za ten tekst nagrodę im. Edgara Allana Poe.


Muszę przyznać, że "The Landlady" skojarzyła mi się z "Psychozą". To przez ten motyw podejrzanego motelu (tutaj pensjonatu) i jego właściciela. Chociaż niewymieniona z nazwiska przemiła gospodyni w opowiadaniu Dahla na pierwszy rzut oka nie sprawia wrażenia niebezpiecznej, nie da się ukryć, że coś tutaj bardzo brzydko pachnie. Gorzkimi migdałami.

To, że stanie się coś złego, było oczywiste właściwie od początku. Po prostu pensjonat i jego właścicielka wyglądali zbyt dobrze - to powinno budzić wątpliwości. I jeszcze ten brak innych gości... Cóż, Billy sam doszedł do takiego wniosku. Jednak... chyba trochę za późno.

Tekst jest krótki i konkretny, a jednocześnie niepozbawiony wartości literackiej. Czytałam go tylko w języku angielskim i chociaż co chwilę sięgałam po słownik, żeby sprawdzić znaczenie poszczególnych wyrazów, nie miałam problemów ze zrozumieniem całości. Autorowi świetnie udało się oddać atmosferę towarzyszącą opisywanym wydarzeniom. Właścicielka pensjonatu, choć niepozorna, ma w sobie coś przerażającego. Zakończenie jest otwarte. Chociaż i tak wszyscy dobrze wiemy, jaki los spotka biednego Billy'ego...

Moja ocena: 4,5/6

TynipicTynipicTynipic
___________________
Źródło zdjęcia: http://www.pinterest.com/pin/9992430399353253/

14 komentarzy:

  1. No, no, jak pojawiają się gorzkie migdały, to zapowiada się dość ciekawie :) Nie słyszałam o opowiadaniu, ale będę miała je na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe, podobają mi się te Twoje pomysły z opowiadankami po angielsku - traktuję to jako swego rodzaju wyzwanie :D A więc słownik w łapę i do boju... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie uczę się już angielskiego w szkole/na studiach, a szkoda tak to zaniedbać i zapomnieć... To jest mój sposób;)

      Usuń
    2. Nawet nie otworzyłem słownika. Fakt, że nie rozumiałem ze dwóch/trzech słów, ale nie był one kluczowe ;P

      Usuń
    3. No to jesteś lepszy, bo ja kilka słów musiałam sprawdzić. Chociaż raczej z ciekawości, bo dużego znaczenia dla fabuły nie miały;)

      Usuń
  3. Arcydzieło to może nie jest, jednak całkiem przyjemnie się to czyta i ma ten swój lekko niepokojący klimat. Szkoda, że na tym obrazku nie widać jeszcze psa i papugi. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakim uroczym obrazkiem ozdobiłaś wpis :) Ta przemiła babcia pewnie chowa siekierę za plecami wetkniętą w fartuszek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obrazek rzeczywiście uroczy;) I powstał specjalnie jako ilustracja do tego opowiadania;)

      Usuń
  5. Mi też skojarzyło się z Psychozą :] Poza tym lubię takie historie.

    OdpowiedzUsuń
  6. To może dziwne, ale nigdy nie czytałam książek autora.. moja koleżanka zaczytywała się w nich, jak była dzieckiem, a ja wolała Pottera ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to nie brzmi dziwnie, bo "Charliego..." przeczytałam dopiero na studiach;)

      Usuń
  7. Nie wiem czy porywać się na lekturę po angielsku, ale może to nie byłby taki zły pomysł - miałam się przecież zabrać za szlifowanie języka, a to było by połączenie przyjemnego z pożytecznym :) Sama historia mnie kusi, taki pensjonat na pewno kryje w sobie jakąś grozę :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie krytyczne. Odpowiadam na nie, oczywiście jeżeli mam coś do powiedzenia na dany temat;)

Copyright © 2014 Miros de carti. Blog o książkach , Blogger